- W sobotę przyjechało dwóch cywili – opowiada Marian Zagórny. – Moja była żona powiedziała im, że to jej dom i zażądała nakazu rewizji. Nic takiego nie mieli. Żona nie wpuściła ich. Odjechali. Ja wyszedłem z domu. Po dwóch godzinach, jak mi potem opowiadała, przyjechał bus z ubranymi na czarno – chyba – antyterrorystami. Był też radiowóz i dwa inne samochody. Żona nie otworzyła. Wywalili drzwi i weszli. Nie mieli nakazu. Potem wywalili też drzwi do mojego pokoju. Przeszukali szafy, biurko. Trochę boję się, czy mi pluskwy nie podłożyli…

Nie wiadomo, czy coś zabrano z pomieszczeń.

Jak mówi Marian Zagórny, dotychczas był przesłuchiwany jako… kłusownik. Bo niby skąd miał dzika, którego zawiózł do Sejmu? Ale możliwe, że akt oskarżenia będzie rozszerzony, podobno mówi się o zarzutach za… terroryzm. Jak więc widać, zagrożenie stwarzane przez Mariana Zagórnego rośnie. Wcześniej miał wyrok  7 miesięcy za wypuszczenie świni do gabinetu wojewody dolnośląskiego. Liczył na ułaskawienie, ale prezydent Komorowski odmówił. Ze względu na stan zdrowia kara jest odroczona.

- Teraz za taki sam czyn grozi 6 lat, kiedyś trzy – porównuje Zagórny. – Kiedyś w stanie wojennym jak przyjeżdżali do mnie na przeszukanie, wyciągali bloczek podbity in blanco przez prokuratora i wypełniali go na miejscu – teraz nawet tego nie robią. Nie mając nakazu weszli do cudzego domu.

Czy Zagórny jest groźny? Czy warto było posyłać takie siły, aby pół roku po wwiezieniu dzika do Sejmu sprawdzać, czy ma wnyki i broń? Zagórny terrorystą czy kłusownikiem? Czy rzeczywiście chodzi tu o ukrócenie kłusownictwa, czy może raczej przytarcie rogów niepokornemu związkowcowi?

O to, czy aby nie strzela się z armaty do wróbla pytamy w Komendzie Głównej Policji.