Menu

Jaka będzie przyszłość sektora trzody chlewnej w Polsce?

W trakcie debaty zorganizowanej podczas II edycji konferencji „Nowoczesna produkcja – świnie” poruszono wiele tematów związanych zarówno z aktualną sytuacją w branży, jak i przyszłością całego sektora.

Jaka będzie przyszłość sektora trzody chlewnej w Polsce? Od prawej: dr Piotr Kołodziejczyk z POLSUS-u, Robert Chmiel z Zakładów Mięsnych "Sokołów", dr Stanisław Niemyjski, prezes Choice Genetics Polska, Wojciech Denisiuk, redaktor naczelny miesięcznika "Farmer" i portalu "farmer.pl"; Fot. Agnieszka Królak

Ważną częścią II edycji konferencji „Nowoczesna produkcja – świnie” była debata poświęcona bieżącej sytuacji na rynku trzody chlewnej, ale także przyszłości branży. Udział w niej wzięli: Joanna Łątkowska, przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Włodzimierz Skorupski – Główny Lekarz Weterynarii, dr Janusz Wojtczak z Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego UPEMI, dr Stanisław Niemyjski - prezes Choice Genetics Polska, Robert Chmiel z Zakładów Mięsnych „Sokołów”, a także dr Piotr Kołodziejczyk z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „POLSUS”.

Duże emocje wzbudził zwłaszcza temat afrykańskiego pomoru świń występującego na terenie kraju. Główny lekarz weterynarii wskazywał na to, że poczyniono już pewne postępy w uwalnianiu kraju od tej choroby:

- Sukcesy w zwalczaniu ASF na terenie kraju przede wszystkim dotyczą redukcji pogłowia dzików. Wprowadzony odstrzał sanitarny zaowocował do tej pory zlikwidowaniem ponad 2200 dzików. Jeżeli tempo odstrzału utrzyma się, to do października bieżącego roku prawdopodobnie uda nam się zlikwidować założoną ilość zwierząt. Naszym celem jest ograniczenie zagęszczenia dzików do wartości 0,5/km2. Wszystko po to, by zahamować rozprzestrzenianie się choroby. Ważne jest także to, że od 16 miesięcy nie stwierdziliśmy przypadków choroby u świń. Stwierdzone od tego czasu przypadki ASF dotyczą wyłącznie dzików. Dążymy do tego, by rozdzielić pomór dzików od pomoru świń. Umożliwiłoby to eksport krajowej wieprzowiny na niedostępne obecnie rynki. Realnie może do tego dość w połowie przyszłego roku – tłumaczył Główny Lekarz Weterynarii.

Jako ważny wektor choroby Włodzimierz Skorupski wymienił także czynnik ludzki.

- W Polsce zatrudnionych jest około milion pracowników z Ukrainy. Sytuacja ta stwarza duże zagrożenie przeniesienia ASF w dowolny region kraju – tłumaczył.

Do tematu pomoru odniósł się również dr Janusz Wojtczak z UPEMI.

- Afrykański pomór świń zablokował eksport krajowego mięsa do wielu atrakcyjnych rynków takich jak: Japonia, Korea Południowa, Hong Kong czy Chiny. Głównym problemem nie jest jednak embargo nałożone przez te kraje, tylko wysoki import mięsa i produktów wieprzowych do kraju. Od przełomu lat 2007 i 2008 jesteśmy importerami netto wieprzowiny. Oznacza to, że więcej mięsa kupujemy niż sprzedajemy. Warto byłoby również wystąpić do Komisji Europejskiej o uznanie naszego kraju za wolny od występowania choroby Aujeszkyego. Już dziś większość regionów Polski jest wolna od tej jednostki chorobowej. Uznanie Polski za kraj wolny od choroby Aujeszkyego umożliwiłoby swobodny eksport krajowej wieprzowiny między innymi do krajów dawnej „piętnastki”. Dziś działanie takie pociąga za sobą ogromne koszty przez co eksport prosiąt czy tuczników jest praktycznie nieopłacalny – tłumaczył dr Janusz Wojtczak.

Ważnym elementem spotkania były także rozważania na temat sytuacji na rynku trzody w najbliższych miesiącach. Do tematu tego odniósł się Robert Chmiel z Zakładów Mięsnych Sokołów:

- Na sytuację producentów trzody w najbliższym czasie, będzie miała wpływ przede wszystkim sytuacja na rynkach światowych. Rok 2015 był trudnym i wyczerpującym czasem dla wielu producentów. Na szczęście w ostatnio na europejską wieprzowinę otworzył się rynek chiński. Co prawda nie można tam eksportować mięsa z Polski, jednak dzięki otwarciu rynków azjatyckich rozładowały się zapasy wieprzowiny w Unii Europejskiej. Dzięki temu w ciągu ostatnich tygodni ceny znacząco poszły w górę. W najbliższych tygodniach ten trend raczej się nie zmieni. Takie ceny tuczników, w przypadku gospodarstw zachowujących optymalne parametry produkcji powinny gwarantować dochodowość produkcji – tłumaczył Robert Chmiel.

W czasie debaty poruszył także temat współpracy producentów trzody z przetwórcami:

- Umowy kontraktacyjne są szczególnie ważne w momencie załamania cen. O ile w sytuacji wysokiego popytu na wieprzowinę, każdy może wynegocjować korzystną cenę, to w sytuacji złamania poziomu cen stała współpraca z zakładem pomaga w utrzymaniu opłacalności produkcji – tłumaczył.

Podczas debaty nie zabrakło także tematów związanych z wsparciem dla producentów trzody. Na ten temat szeroko wypowiadała się Joanna Łątkowska z MRiRW:

- Obecnie jesteśmy na etapie wypłacania pomocy w ramach programu wsparcia dla producentów trzody. Wkrótce czeka nas także debata na temat kształtu dalszej pomocy dla rolników, zajmujących się produkcją świń. Zapadną wtedy decyzję, czy program zostanie rozszerzony także o dużych producentów.

W kwietniu br. zatwierdzono również zmiany w pomocy z ramienia PROW 2014 – 2020. Zwiększono wielkość ekonomiczną gospodarstw z 200 do 250 tys. euro, dzięki czemu większa liczba rolników będzie mogła skorzystać z programu wsparcia na modernizację gospodarstw.

W chwili obecnej opracowujemy też założenia programu pomocy dla rynków rolnych, którego elementem jest program wsparcia producentów wieprzowiny. Celem programu będzie odbudowa krajowego pogłowia świń oraz poprawa konkurencyjności krajowego mięsa. W założeniach programu znajdują się między innymi działania, mające na celu ułatwienie budowy nowych obiektów, zmniejszenie obciążeń administracyjnych, ale również konsolidację sektora produkcji wieprzowiny – tłumaczyła podczas debaty Joanna Łątkowska.

Dużo czasu poświęcono także rozmowom na temat struktury krajowych gospodarstw trzody. Wśród zgromadzonych gości wiele emocji wzbudziła wypowiedź Włodzimierza Skorupskiego na ten temat:

- Podstawą jest budowanie mniejszych chlewni o wielkości powyżej 50 loch, które byłyby przyjazne dla środowiska. Nie tylko duże chlewnie mają przyszłość. Chodzi tu nie tylko o ekonomię, lecz także kwestie społeczne. Ludzie na wsi muszą mieć miejsce zatrudnienia, nie powinno być tak, że tylko wielcy producenci wygrywają – tłumaczył Główny lekarz weterynarii.

Do tej wypowiedzi odniósł się dr Stanisław Niemyjski z Choice Genetics:

- Sądzę, że w naszym kraju jest miejsce dla wszystkich. Natomiast bez dużych ferm nie ma przyszłości dla krajowego sektora trzody chlewnej. Małe gospodarstwa trzeba koniecznie zebrać w grupy producenckie – w przeciwnym razie upadną. Już dziś obserwujemy upadek wielu drobnotowarowych gospodarstw. Chcąc powstrzymać tę tendencję, musimy postawić przede wszystkim na reorganizację produkcji – tłumaczył dr Niemyjski.

Do tematu odniosła się także Joanna Łątkowska, z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

- Pogodzenie interesów ekonomicznych, kwestii społecznych i ochrony środowiska nie jest tematem łatwym. Powinniśmy jednak patrzeć na to wielokierunkowo: skala produkcji jest oczywiście ważna, gdyż bez niej nie może być mowy o konkurowaniu z zachodnimi producentami. Istnieje jednak wiele instrumentów, pozwalających na konsolidację drobnych producentów. Na rynku jest również miejsce dla gospodarstw niszowych (np. zajmujących się chowem ekologicznym czy ściółkowym). Są bowiem konsumenci, którzy będą skłonni zapłacić więcej za tak wyprodukowane mięso.

Ważnym aspektem spotkania była również poprawa konkurencyjności krajowej genetyki oraz zahamowanie lawinowo rosnącego importu żywych zwierząt do Polski. Odniósł się do tego w swojej wypowiedzi dr Piotr Kołodziejczyk z POLSUS-u.

- Największą bolączką jest obecnie brak dużych chlewni krajowej genetyki. Obecnie w kraju dysponujemy pięcioma – sześcioma takimi obiektami. Rozdrobnienie produkcji jest największą bolączką krajowej hodowli. Właściciele dużych tuczarni poszukują partii wielkości minimum 500 warchlaków, a takie partie bardzo trudno nabyć w kraju. Stąd lawinowo wzrastający import zwierząt. Byłoby znacznie łatwiej rozwijać krajową hodowlę, gdyby inwestorzy nie napotykali na trudności administracyjne i konflikty społeczne. Wielu rolników posiada już większość dokumentacji, nie może jednak postawić i zasiedlić obiektu, ze względu na opór okolicznych mieszkańców – tłumaczył dr Kołodziejczyk.

Dr Stanisław Niemyjski odniósł się w swojej wypowiedzi do czynników hodowlanych determinujących opłacalny chów trzody. Jego zdaniem grzechem głównym wielu producentów jest niedostateczny remont stada:

- W chwili obecnej osiągamy znaczy postęp genetyczny, szczególnie w kwestii współczynnika wykorzystania paszy, mięsności i parametrów matecznych. Jednak co z tego, skoro remont stada w wielu gospodarstwach znajduje się na poziomie 15 – 20 proc. Optymalny współczynnik remontu stada powinien znajdować się na poziomie 40 – 45 proc. Jeżeli nie prowadzimy remontu stada, nie skorzystamy z postępu genetycznego. Bardzo ważne są również takie aspekty jak podstawowe zasady ochrony zdrowia czy program żywieniowy dopasowany do potrzeb metabolicznych zwierząt – tłumaczył dr Niemyjski.