Menu

„Nowoczesna produkcja – świnie” po raz czwarty

01 marca 2018  •  Licheń Stary  •  Hotel Atut

1 marca już po raz kolejny spotkaliśmy się w ramach konferencji „Farmera” „Nowoczesna produkcja – świnie”. Odbywające się w Licheniu Starym spotkanie było okazją do poruszenia najważniejszych problemów trapiących produkcję trzody w naszym kraju.

„Nowoczesna produkcja – świnie” po raz czwarty To już kolejna edycja konferencji „Farmera” „Nowoczesna produkcja – świnie” po raz czwarty fot. G. Tomczyk

Pierwszego dnia marca już po raz czwarty mieliśmy przyjemność spotkać się z Państwem podczas konferencji „Nowoczesna produkcja – świnie”. Po roku przerwy spotkanie powróciło do Lichenia Starego. Lokalizacja ta nie jest przypadkowa. Licheń leży bowiem na styku trzech województw – wielkopolskiego, kujawsko-pomorskiego i łódzkiego, które wiodą prym w produkcji trzody chlewnej w naszym kraju. Na spotkaniu nie zabrakło również gości z bardziej odległych miejsc w kraju. Spotkać można było rolników między innymi z Lubelszczyzny, Podlasia czy Pomorza. Wszyscy przyjechali do Lichenia po to, by zabrać głos w sprawie najważniejszych problemów trapiących sektor produkcji żywca wieprzowego w naszym kraju, a także posłuchać fachowych prelekcji dotyczących najważniejszych aspektów technologii chowu świń.

O ASF i opłacalności produkcji

Spotkanie rozpoczął Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego banku BZ WBK, który w swoim wystąpieniu omówił aktualną sytuację na krajowym, europejskim i światowym rynku wieprzowiny.

– Obecny czas jest dla producentów trzody chlewnej bardzo trudny. Nie tylko ze względu na ASF, ale również kiepską sytuację cenową. Znajdujemy się obecnie na początku fazy zniżkowej „cyklu świńskiego”. Trudno wprawdzie przewidzieć, do jakiego poziomu spadną ceny tuczników, dane z początku roku wskazują jednak, że w porównaniu ze styczniem 2017 r. ceny tuczników były aż o 13 proc. niższe. Co prawda w lutym zaobserwować mogliśmy wyraźne podwyżki cen, niemniej jednak wynikają one głównie z czynników sezonowych – tłumaczył specjalista.

Wystąpienie Grzegorza Rykaczewskiego stanowiło wstęp do debaty, której tematem przewodnim był rynek wieprzowiny oraz możliwości poprawy dochodowości chowu trzody chlewnej. W debacie udział wzięli: Barbara Wilczek z Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego; Aleksander Dargiewicz z Krajowego Związku Pracodawców-Producentów Trzody Chlewnej; Piotr Kołodziejczyk z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej; Józef Konarczak, przedstawiciel Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy i Zakładu Mięsnego Konarczak oraz Grzegorz Rykaczewski z banku BZ WBK.

Jak wyjaśniał podczas spotkania Aleksander Dargiewicz z Krajowego Związku Pracodawców-Producentów Trzody Chlewnej, Unia Europejska pod względem samowystarczalności w produkcji mięsa jest na poziomie 112 proc., swoje nadwyżki musi zatem po prostu wyeksportować. – Najlepiej, jeśli są to intratne rynki, takie jak kraje Azji. Pamiętajmy jednak, że toczy się tam bardzo ostra walka, bo nie tylko Unia tam eksportuje. Od kilku lat jest tam obecny bardzo mocny gracz, czyli Stany Zjednoczone – mówił.

Jak podkreślał specjalista, w naszym interesie jest, aby cena w USA była na wysokim poziomie. Im wyższa cena mięsa w USA, tym łatwiej eksporterom unijnym jest lokować mięso na rynkach azjatyckich.

Grzegorz Rykaczewski poruszył z kolei problem niskiej konkurencyjności unijnej wieprzowiny na światowych rynkach. – My konkurujemy na rynkach z Amerykanami i tę konkurencję od pewnego czasu zaczęliśmy przegrywać. To po części wpłynęło na mniejsze zakupy z Polski. Oczywiście, kwestie walutowe są tu niezwykle ważne, gdy chodzi o handel mięsem na rynku światowym. Amerykańskie i brazylijskie mięso „odpłynęło” bardzo mocno od ceny europejskiego. Obecnie to już wygląda nieco lepiej, nawet mimo niekorzystnych kursów walutowych. Jednak nieustannie Chinami bardzo mocno interesują się Amerykanie – wyjaśniał analityk.

W czasie spotkania nie mogło oczywiście zabraknąć tematu afrykańskiego pomoru świń, który jest obecnie największym problemem całej branży. Na ten temat wypowiedziała się Barbara Wilczek z Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego UPEMI.

– ASF jest bardzo dużym problemem dla branży mięsnej, odkąd pojawiła się choroba na terenie Polski to nie jesteśmy w stanie konkurować z innymi krajami, jak Hiszpania, Dania czy Niemcy. Automatycznie, gdy u nas pojawił się ASF, to w Korei Południowej, zadomowili się Niemcy i do tej pory na tym rynku są. Proszę pamiętać, że dopóki my eksportowaliśmy na te rynki, byliśmy dla Chińczyków czy Japończyków bardzo dobrym partnerem. Ponieważ mieliśmy dużo niższą cenę, w przeliczeniu złotówki do euro, to powodowało, że interesowano się naszym mięsem i byliśmy na tych rynkach rozpoznawalni. Lepiej, aby wirus ASF nie przedostał się do Niemiec. Jeżeli tak by się stało, to automatycznie dostaną blokadę na rynki azjatyckie, a nam zmniejszy się dostęp do rynków europejskich. Odkąd straciliśmy rynki Dalekiego Wschodu, prowadzimy zwiększoną dywersyfikację w krajach UE. Nasze mięso w sporej części jest sprzedawane do krajów Unii, a największym jego odbiorca są Niemcy – wyjaśniała w trakcie debaty specjalistka.

Do problemu ASF odniósł się również Piotr Kołodziejczyk z PZHiPTCh „POLSUS”: –  Pomór w populacji dzików jest i będzie niezależnie od tego, jak bardzo będziemy się starali go wyeliminować. Nasz błąd polegał na tym, że w pierwszej fazie choroby uznaliśmy, że nie należy strzelać do dzików, gdyż zwierzęta chore muszą zdechnąć w ciągu maksymalnie kilku dni. Tymczasem okazuje się, że niektóre dziki potrafią przeżyć z wirusem przynajmniej kilkanaście dni, roznosząc w tym czasie chorobę. Nie zapominajmy w tym wszystkim, że głównym wektorem odpowiedzialnym za wnikniecie wirusa do gospodarstw pozostaje człowiek. Producenci, którzy to zrozumieją, prawdopodobnie przetrwają kryzys – tłumaczył podczas spotkania specjalista.

Józef Konarczak odniósł się z kolei do sytuacji krajowego przetwórstwa wieprzowiny: – Dzisiaj są dwa koncerny, które dominują na krajowym rynku pod względem struktury ubojów trzody chlewnej i one rządzą się swoimi prawami. Korzystają z tego surowca, który jest tańszy. Mniejsze firmy czerpią oczywiście surowiec z rynku krajowego. Jednak to, czy będziemy jeść polską wieprzowinę, w dużej mierze zależy od tego, jak zorganizują się producenci trzody – tłumaczył przedstawiciel Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy.

Jak wskazywał Konarczak, problemem krajowej produkcji trzody jest również duże rozdrobnienie stad, czego efektem jest wysoki import warchlaków. – Nas jako kupujących tuczniki martwi to, że możemy produkować większe ilości wieprzowiny, a jesteśmy na poziomie takiego kraju jak Belgia. Jeśli będziemy konkurencyjni jakościowo i cenowo, to eksport wieprzowiny będzie wzrastał, ale do tego jest potrzebny również dobry i atrakcyjny cenowo surowiec. Niestety, ale od lat promowany był nacisk na produkcję świń w małych stadach, śledzę to od dłuższego czasu. A w praktyce pewne rzeczy się ze sobą kłócą. Małe stada nie są w stanie dostarczyć dużych partii prosiąt do tuczu. Tych prosiąt w kraju po prostu nie ma. Zauważamy, że polscy producenci świń są elastyczni i sami poszukują, w jakim kierunku pójść, aby zarobić, więc jest zrozumiałe, dlaczego import prosiąt jest tak wysoki – tłumaczył specjalista.

Odniósł się on również do konieczności budowania patriotyzmu konsumenckiego. – Musimy budować lojalność konsumencką i patriotyzm lokalny. Mało kto zdaje sobie sprawę, jaki kapitał stoi za znanymi markami. Klient nie zwraca uwagi, z jakiego kraju pochodzi mięso – tłumaczył.

Jak dodała Barbara Wilczek z UPEMI, równie istotne jest wprowadzanie systemów certyfikacji jakości wieprzowiny, takich jak system QAFP. Obecnie w kraju ok. 500 tys. świń objętych jest certyfikacją, a kolejnych 120 tys. oczekuje na przyjęcie do programu.

Na zakończenie pierwszej części spotkania głos zabrał Piotr Domagała z banku BZ WBK, który w krótkiej prelekcji mówił o tym, jak uniknąć błędów podczas podejmowaniu decyzji o zaciągnięciu kredytu. Specjalista stwierdził, że podstawowym błędem wciąż pozostaje brak rzetelnej dokumentacji produkcji.

– W codziennym funkcjonowaniu gospodarstwa stale brakuje prowadzenia pełnego rachunku ekonomicznego. Znacznie łatwiej jest określić uzyskane przychody z produkcji, trudniej wykazać poniesione koszty. To oznacza, że dokładni nie można odpowiedzieć na pytanie, czy moje gospodarstwo jest rentowne? – tłumaczył Piotr Domagała.

Ograniczamy straty i tniemy koszty

Po zakończeniu debaty nastąpiła sesja wykładowa dotycząca najważniejszych aspektów nowoczesnej produkcji trzody chlewnej. Rozpoczął ją dr inż. Mirosław Wantuła, który w swoim wystąpieniu mówił o poprawie wyników produkcyjnych loch. Jak poinformował prelegent, średnia liczba prosiąt odsadzana rocznie od lochy w naszym kraju wciąż jest znacznie niższa niż w krajach Europy Zachodniej. Zdaniem prelegenta przy obecnym pogłowiu loch moglibyśmy produkować w skali roku 9 mln warchlaków więcej. Oznacza to, że nie tylko moglibyśmy zrezygnować z importu żywych zwierząt, lecz także stać się ich eksporterem.

W czasie swojego wystąpienia dr Wantuła skoncentrował się szczególnie na zagadnieniach związanych ze standaryzacją miotów. Jest to skuteczny sposób na odchowanie „nadliczbowych” prosiąt. Niemniej jednak jest to zadanie bardzo trudne, sukces zależy przede wszystkim od właściwego wyboru loch na mamki. Idealna mamka powinna być mleczna, charakteryzować się łagodnym temperamentem i akceptować dołożone prosięta.

W dalszej części spotkania głos zabrał dr inż. Tomasz Schwarz z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. W swojej prelekcji mówił na temat szkodliwości stresu cieplnego oraz o dostępnych na rynku systemach schładzania powietrza na fermach trzody chlewnej. W czasie wykładu dr Schwarz przedstawił wyniki badań wskazujące, że chów w wysokich temperaturach może nas kosztować rocznie nawet 5,5 prosięcia odsadzonego od lochy mniej niż w przypadku produkcji prowadzonej w optymalnych warunkach. Na koniec wystąpienia prelegent pokusił się o odpowiedź na pytanie o to, czy inwestycja w systemy schładzania ma sens. Biorąc pod uwagę potężne straty generowane przez stres cieplny, inwestycja zwraca się zazwyczaj w ciągu jednego roku, odpowiedź na postawione pytanie jest zatem jednoznacznie pozytywna.

Na zakończenie konferencji głos zabrał Paweł Wróbel, lekarz weterynaryjny specjalizujący się w chorobach trzody chlewnej. W swoim wystąpieniu mówił o możliwościach ograniczenia kosztów w produkcji tuczników. Jak podkreślał specjalista, na wiele kosztów, takich jak cena zakupu warchlaka czy paszy, mamy mizerny wpływ. Nie możemy także znacząco wpłynąć na ceny skupu wyprodukowanych tuczników. Aby zatem osiągnąć z tuczu zadowalający zysk, musimy skupić się na tych kosztach, które możemy realnie ograniczyć. Mowa tu choćby o zapewnieniu zwierzętom optymalnych warunków chowu i profilaktyce zdrowotnej. Pozwoli ograniczyć nam to straty związane zarówno z upadkami, kosztem opieki weterynaryjnej, jak i gorszym wykorzystaniem paszy przez zwierzęta.

Wystąpienie Pawła Wróbla wzbudziło szczególnie duże zainteresowanie zgromadzonej widowni. Padło podczas niego wiele pytań, niekoniecznie bezpośrednio związanych z tematem prelekcji. Jeden z rolników pytał między innymi o przyczyny aż tak dużego importu żywych zwierząt do naszego kraju. Zdaniem specjalisty sytuacja ta wynika w dużej mierze od oczekiwać zakładów przetwórczych – premiują oni rolników sprzedających duże, wyrównane partie tuczników. Do ich produkcji potrzebne są duże partie warchlaków, które na krajowym rynku bywają trudno dostępne. Doktor Wróbel wskazał również na stopniowe odchodzenie rolników od wykorzystania genetyki duńskiej. Rolnicy coraz częściej wybierają genetyki pośrednie, może nieco mniej plenne, ale rodzące większe prosięta i cechujące się wyższą jakością mięsa.

Kolejna, czwarta już edycja naszej konferencji cieszyła się ogromnym zainteresowaniem zgromadzonych gości. Potwierdzają to: wypełniona niemal do ostatniego miejsca sala w Licheniu oraz ożywione dyskusje publiczności z ekspertami. Utwierdza nas to w przekonaniu, że tego rodzaju konferencje są bardzo potrzebne. Nowoczesna produkcja żywca wieprzowego wymaga bowiem stałego poszerzania horyzontów i korzystania z najnowszych zdobyczy nauki. A nie ma ku temu lepszej okazji niż tego rodzaju spotkania.

 

×

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.