Menu

Środki ochrony roślin są badane dokładniej niż leki

Producenci przedstawiają na etykietach środków ochrony roślin informacje dotyczące ich stosowania, w tym długości okresu karencji. W jakim stopniu ponoszą odpowiedzialność za te informacje? – pytał jeden z uczestników konferencji Farmera „Przez innowacyjność do sukcesu”, zorganizowanej 24 lutego br. w Centrum Wystawowo-Szkoleniowym „Sielinko”.

Środki ochrony roślin są badane dokładniej niż leki Środki ochrony roślin są badane dokładniej niż leki

- Jeżeli rolnik zastosuje się do podanej na etykiecie długości karencji, a mimo to w badaniu zostaną wykryte pozostałości, kto weźmie za to odpowiedzialność? - dopytywał - My, rolnicy, za chwilę będziemy za to karani. Szczególnie w przypadku dosuszania - trudno uwierzyć, że ta substancja została całkowicie wyeliminowana ze zboża, które za chwilę pójdzie albo do przemiału, albo na paszę dla zwierząt.

- Jeżeli mówimy o dosuszaniu, czy też desykacji, czyli stosowaniu środków totalnych, to najczęściej stosowany jest glifosat - odpowiedział Łukasz Sobiech z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. - Glifosat ma bardzo specyficzne działanie na rośliny, blokuje trzy aminokwasy na etapie kwasu fosfoszikimowego. Nie mówimy o oddziaływaniu na ludzi, chociaż takie badania trwają. Ministerstwo wymusza na koncernach fitofarmaceutycznych prowadzenie badań pod kątem pozostałości środków i ich wpływu na konsumentów. Musimy jednak zobaczyć cienką granicę między rośliną a człowiekiem, mimo wszystko bardzo się różnimy.

- Proces rejestracji środków trwa wiele lat. Jest dokładny i żmudny, ponieważ trzeba wykluczyć niekorzystne oddziaływanie substancji aktywnych - dodał Krzysztof Konieczka, przedstawiciel BASF Polska. - Substancje badane są również w dawkach wyższych niż zalecane: przykładowo, nie tylko w 2 l/ha, ale też w 4 i 6 l/ha, czyli dwu- i trzykrotnie wyższych. Procesy są na tyle obostrzone, że trudno aby prześlizgnęła się jakaś substancja aktywna, która nie byłaby przebadana albo taka, która wykazywałaby niekorzystny wpływ dla ludzi - podkreślił. - Efekty tych badań możemy sami obserwować: z rynku znikają preparaty insektycydowe, które do niedawna nie przechodziły tych procesów weryfikacji. Myślę, że chyba nigdzie indziej na świecie nie ma preparatów przebadanych tak dobrze, jak w Polsce.

- Unia Europejska nałożyła bardzo restrykcyjne prawo dotyczące badania substancji aktywnych oraz środków ochrony roślin - stwierdził Grzegorz Pruszyński z Instytutu Ochrony Roślin - Państwowego Instytutu Badawczego w Poznaniu. - Na podstawie zapisów Dyrektywy 91/414, która już w większości nie obowiązuje, rozpoczęto w Unii przegląd substancji aktywnych. Temu przeglądowi poddane zostało ok. 1 000 substancji aktywnych, które wchodziły w skład kilku tysięcy środków ochrony roślin. Na stałe z rynku usunięto 67 proc. substancji, nie dlatego, że nie spełniały warunków, tylko dlatego, że producenci po bilansie ekonomicznym stwierdzili, że sam przegląd czy potrzeba wykonania dodatkowych badań jest za droga i nie opłaca się tego robić. Tylko 7 proc. wykluczono ze względu na ich toksyczność - podkreślił. - Zostało około 26 proc. substancji aktywnych, czyli bardzo niewiele. Stanowi to duży problem, szczególnie w kontekście uodparniania się agrofagów, przy konieczności przemiennego stosowania środków - tych substancji mamy bardzo mało, jednocześnie na rynku jest bardzo dużo środków opartych na tych samych substancjach aktywnych - zauważył. - Ponieważ Unia Europejska narzuciła tak restrykcyjne prawo, środki ochrony roślin faktycznie są najlepiej przebadanymi substancjami w Unii. Nawet leki czy antybiotyki, którymi się leczymy albo suplementy diety kupowane w aptekach nie są tak dobrze przebadane jak środki ochrony roślin. Nie możemy zakładać, że środki te stanowią tak duże zagrożenie. Oczywiście, przy prawidłowym stosowaniu - podkreślił.

 Pytanie o bezpieczeństwo stosowania chemicznych środków ochrony roślin padło w trakcie  konferencji  Farmera "Przez innowacyjność do sukcesu" , która odbyła się 24.01.2012 r. w Sielinku (zobacz galerię).