Chodzi o sytuacje, gdy ziemia jest użytkowana bez stosownego tytułu prawnego. Nielegalnie państwową ziemię użytkują głównie byli dzierżawcy, którzy nie zwrócili nieruchomości po wygaśnięciu umowy. Zdarza się także, że osoby prywatne lub spółki robią "zajazdy" na ziemię i obsiewają ją, aby otrzymać unijne dopłaty bezpośrednie - tłumaczy Kapelko. W ubiegłym roku do hektara uprawy zbóż można było dostać ok. 1000 zł.

Najwięcej gruntów nielegalnie użytkowanych było w ubiegłym roku na terenie działania oddziałów ANR: we Wrocławiu, Szczecinie, Olsztynie, Gorzowie Wlkp. i Gdańsku. "Ilość gruntów bezprawnie użytkowanych zmniejsza się, ale proceder ten jest trudny do wyeliminowania" - podkreśla rzeczniczka.

"Zajazdy" na ziemię na ogół dotyczą nieruchomości przygotowanych do sprzedaży lub krótkookresowej dzierżawy. Zdarza się, że pole obsiewane jest ukradkiem, nocą. Osoby nielegalnie zajmujące ziemię tworzą także spółki prawa handlowego, co utrudnia ANR dotarcie do faktycznych użytkowników.

Rzeczniczka ocenia, że w zwalczaniu tego procederu najbardziej pomogła nowelizacja ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa z września 2011 r. Wprowadziła ona kary za uprawianie ziemi ANR bez umowy. Jest to 5-krotność wywoławczej wysokości czynszu, który zostałby pobrany od tej nieruchomości, gdyby była przedmiotem umowy dzierżawy po przeprowadzeniu przetargu. Taka kara jest naliczana przez cały okres bezumownego użytkowania ziemi.

Kapelko wyjaśniła, że oddziały terenowe ANR zobowiązane są do okresowych przeglądów wygasających umów, aby odpowiednio wcześniej podjąć działania i odebrać nieruchomości zaraz po terminie wygaśnięcia umowy. W przypadku odmowy zwrotu nieruchomości w określonym terminie lub gdy dzierżawca uchyla się od jej wydania - szef oddziału występuje z pozwami do sądów, a tam gdzie to możliwe, kieruje wnioski do komornika.

Rzeczniczka zapewniała, że Agencja podejmuje różne działania, aby odzyskać nieruchomość - o przypadkach nielegalnego korzystania z ziemi powiadamiane są odpowiednie instytucje. Z przeprowadzonej półtora roku temu analizy wynika jednak, że w większości przypadków policja lub prokuratura odmawiały wszczęcia postępowania lub umarzały sprawy.

ANR podejmowała również próby ochrony gruntów przed samowolnymi zajęciami. Oddział w Olsztynie wynajął na przykład w ub.r. agencję ochrony, która pilnowała gruntów przed "zajazdami". Koszt ochrony wyniósł ok. 1000 zł dziennie - poinformowała rzeczniczka. Zaznaczyła, że nawet takie działania nie zabezpieczają w pełni interesów Skarbu Państwa, gdyż "najazdy" utrudniają m.in. sprzedaż ziemi, a Agencję - jako właściciela - pozbawiają możliwości skorzystania z dopłat bezpośrednich.

Kapelko przypomniała, że na mocy porozumienia zawartego w kwietniu 2013 r. z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, ANR otrzymała dostęp do części danych dotyczących wniosków o dopłaty bezpośrednie. Na tej podstawie możliwe jest wykrycie przynajmniej niektórych bezumownych użytkowników, ale analizowanie informacji z bazy ARiMR jest procesem żmudnym i długotrwałym - podkreśliła.

Dotychczasowe działania ANR wskazują, że przeciwdziałanie temu procederowi byłoby łatwiejsze, gdyby zmieniło się prawo - zaznaczyła Kapelko. Obecnie dopłaty przysługują tym, którzy użytkują ziemię, a nie jej właścicielom. (PAP)