Głównym zadaniem samorządu gminnego jest zaspokajanie wszystkich podstawowych potrzeb mieszkańców, będących członkami gminnej wspólnoty. Do zakresu działań gminy należą wszelkie sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, niezastrzeżone ustawami na rzecz innych podmiotów. Działania te samorząd wykonuje we własnym imieniu i na własną odpowiedzialność.

– Tak więc, skoro obrót nieruchomościami nie jest jasno zastrzeżony dla określonych podmiotów, to czy gmina może tanio kupować i drogo sprzedawać, po to, żeby zdobyć środki na zaspokajanie potrzeb swoich mieszkańców? – zastanawia się Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli.

Przyczyną rozterki prezydenta jest „interes”, jaki zrobiła jego gmina. – Ostatnio skorzystaliśmy z prawa pierwokupu nieruchomości, na której miał powstać market. Teraz my zmienimy plan i sprzedamy grunt o wiele drożej. Zarobi miasto, a nie pośrednik w obrocie nieruchomościami – mówi Tyszkiewicz.

Jak dodaje prezydent, dylematów jest więcej: – Przykład? 10 ha ziemi rolnej VI klasy na obrzeżach miasta. Brak planu zagospodarowania przestrzennego. Wartość: ok. 300 tys. zł. Może to kupić deweloper, zwrócić się o zmianę planu, zmienić przeznaczenie i sprzedać pod handel czy mieszkaniówkę za np. 10 mln zł. Do zarobienia na czysto ok. 9,7 mln zł. Dać zarobić? – stawia pytanie.

"Czysty" zysk samorządu?

Rzeczywiście można postawić pytanie, czy rolą gminy jest gra na lokalnym rynku nieruchomości, zwłaszcza przy wykorzystaniu narzędzi dających jej znaczną przewagę, takich jak prawo pierwokupu?

Czy jeśli samorząd kupi te grunty, przekształci, sam dokona zmian w planie, uzbroi i następnie sprzeda, to jest to zgodne z interesem publicznym, czy jest to spekulacja i zawłaszczanie przestrzeni zajętej przez innych (przedsiębiorstwa, osoby prywatne)? – Czy jestem więc samorządowym spekulantem? Tanio kupuję, drogo sprzedaję. Czy powinienem? – zastanawia się prezydent Tyszkiewicz.

W dobrej wierze

Dr Marek Majchrzak, prezydent Polskiej Federacji Zarządców Nieruchomości, były pracownik naukowy w Katedrze Ekonomiki i Finansów Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Warszawskiego, mówi: – Nie jestem prawnikiem i nie ocenię takiej decyzji od tej strony, ale jeśli gmina działa w dobrej wierze, to popieram. Oczywiście mówimy o czystej, przejrzystej transakcji, wiadomo od kogo gmina kupuje, ile zarabia i na co idą pieniądze – wyjaśnia.

Jak dodaje dr Majchrzak, w małych jednostkach samorządu tego typu sprawy znajdują się pod znaczną kontrolą społeczną. – W małym środowisku ludzie po prostu lepiej wiedzą, co się dzieje – tłumaczy. – W wielkim mieście już bywa różnie, a dochodzi jeszcze do tego polityka i różne „układy”. Dlatego każdą taką sprawę trzeba by oceniać indywidualnie – mówi (...).

Cały artykuł znajdziesz TU