PRZEGLĄD PRASY: To także galopujące w ubiegłym roku ceny zbóż, coraz lepsze perspektywy dla produkcji źródeł biologicznych komponentów do paliw oraz słowo... odrolnienie - pisze Przemysław Rot.

W minionym roku wartość hektara gruntów rolnych oferowanych z Zasobów Własności Rolnej Skarbu Państwa przez zarządzającą nimi Agencję Nieruchomości Rolnych wzrosła o ponad 30 proc. Mimo tak dużego skoku cen agencji udało się bez problemów znaleźć na przetargach nowych właścicieli dla 103 tys. ha gruntów (107 tys. ha w 2006 r.).

O ile przekazany nowym właścicielom areał nie uległ większym zmianom, o tyle średnie ceny transakcji zawieranych na przetargach poszybowały na koniec 2007 r. do poziomu przekraczającego 11 tys. zł za 1 ha. Popyt nie słabnie. Tam, gdzie jeszcze dzisiaj są pola uprawne, za kilka lat mogą pojawić się osiedla mieszkaniowe. 

Wciąż najwięcej gruntów do zagospodarowania znajduje się na terenach województw: zachodniopomorskiego (ponad 60 tys. ha), warmińsko-mazurskiego (prawie 50 tys. ha), lubuskiego (ponad 37 tys. ha), dolnośląskiego (prawie 36 tys. ha), czyli tam, gdzie kiedyś koncentrowała się kolektywna uprawa roli. Niewiele terenów na sprzedaż pozostało natomiast w rękach agencji na terenach województw: podlaskiego i kujawsko-pomorskiego (po ok. 7 tys. ha) oraz małopolskiego (nieco ponad 5,1 tys. ha).

Wysokie ceny gruntów rolnych to efekt lawinowego wzrostu cen zbóż na polskim i europejskim rynku. Kilkudziesięcioprocentowy wzrost cen pszenicy i żyta zachęca do powiększania przez rolników areału upraw. Atrakcyjnymi roślinami uprawnymi mogą stać się rzepak i ziemniaki, z których na masową skalę będzie można produkować biokomponenty do paliw silnikowych.

Wielką karierę w ostatnim roku robiło słowo odrolnienie. Nie chodzi tu bynajmniej o tzw. aferę gruntową, z udziałem prominentnych polityków poprzedniej ekipy rządzącej, ale realne możliwości zmiany dotychczasowego przeznaczenia gruntów.

Odrolnienie to wyłączenie gruntu z produkcji rolnej i zmiana jego przeznaczenia na różne cele inwestycyjne. (...) Kupno gruntów rolnych w celu ich późniejszej zmiany funkcji zawsze wiąże się jednak ze sporym ryzykiem oraz długotrwałymi procedurami. O ile stosunkowo proste są procedury związane ze zmianą funkcji gruntów klasy V i VI (decyzja o odrolnieniu zapada na poziomie gminy), o tyle lepsze gleby klasy IV o powierzchni powyżej jednego ha zgodnie z obowiązującym prawem podlegają decyzjom wojewody. W przypadku gruntów o klasie bonitacyjnej I-III, zwłaszcza wtedy, gdy ich powierzchnia przekracza pól hektara, ostateczna decyzja o zmianie przeznaczenia należy do ministra rolnictwa. Nabywając takie grunty z zamiarem ich przekształcenia, trzeba się liczyć z ryzykiem odmowy.

Najtrudniejszym do przebrnięcia etapem może się okazać uzyskanie zmian w planach zagospodarowania przestrzennego. Tu procedury są nie tylko długotrwałe, ale i nie zawsze gwarantują zadowalające dla inwestora rozstrzygnięcia. (...)