Gospodarstw powyżej 10 ha jest zaledwie 12 tysięcy. Większość z nich zajmuje się hodowlą trzody chlewnej, bydle, rzepaku oraz zbożu konsumpcyjnym.

W Ministerstwie Rolnictwa powstaje projekt o ustroju rolnym istotnie dotyczący ANR i dzierżaw. Zainteresowani uważają, że przepisy są o tyle niebezpieczne, że gdyby miały wejść w życie to prawdopodobnie wielu rolników nie byłoby w stanie wykupić ziemi.

Ograniczenia wielkościowe mogą spowodować wiele zamieszania w środowisku dzierżawców. Projekt przewiduje utrzymanie gospodarstw do 100 ha, nadwyżka gruntów ma być zwrócona i zrekompensowana przez państwo.

Właściciele ziemscy nie mają zamiaru poddać się tym założeniom. Na seminarium, które odbyło się podczas Międzynarodowych Targów Maszyn Rolniczych w Bednarach dzierżawcy dyskutowali, wymieniali opinie ale też rzeczowe argumenty.

Dowiedzieć się można było m. in. , że „obecny minister rolnictwa i jego ekipa działają przeciwko prawu”. Przepisy dotyczące dzierżawców są te same od ponad 40 lat i jest mocno zunifikowany. Dzierżawcy tkwią w prawie, które dotyczy tak samo odnajmu ziemi, co domu czy gruntu rolnego. „Jakie prawo takie państwo” – dało się słyszeć głosy.

Dzierżawcy produkują najtaniej i wg. nich to może być argumentem za przetrwaniem wielkoobszarowych gospodarstw. Nie od dzisiaj dzierżawcy podkreślają, ze najlepiej rozumieją potrzeby indywidualnych rolników i są jednocześnie najwydajniejsi. Nie obyło się bez wetknięcia szpilki w agencje rolne, które zdaniem właścicieli ziemskich przez nielogiczne przepisy skłócają ich z rolnikami.

Jednak nie da się ukryć, że ziemia jest tak droga, ze indywidualni rolnicy nie są w stanie konkurować miedzy sobą w przetargach. Jak zatem w takiej sytuacji mówić o konkurencji z zagranicznymi inwestorami? Nie jest to bez znaczenia, gdy przywołano fakt iż przed 1918 rokiem tylko 23 procent polskiej ziemi była w rękach rodzimych.

Oskarżano także, całkiem zwyczajowo zresztą, urzędników. Przedstawiciele ANR bronili się faktem, że tylko wykonują swoja pracę regulowaną przez konkretne prawo.

Przedstawiciel ANR po zachwalaniu działalności swojej instytucji niestety nie przeszedł do konkretów. Powiedział tylko, ze „kaganiec aktów normatywnych jest tak zapętlony, ze nie pozostawia wielkiego pola do działania dla urzędnika”. Chociaż z drugiej strony podkreślił, że pozostaje miejsce na życzliwość i pracownicy agencji są dzierżawcom życzliwi. Zwracając uwagę na poziom empatii nie powiedział jednak niczego co sprawiłoby, że dzierżawcom spadnie kamień z serca. Tego typu kurtuazyjnych spotkań będzie zapewne więcej, a kolejne projekty czy przepisy przeleją czarę goryczy.

Źródło: farmer.pl