Na początku marca ubiegłego  roku resort skarbu podał, że z powodów finansowych nie może być zrealizowany przygotowany projekt ustawy reprywatyzacyjnej – dodajmy: kolejnej. Mogłoby to spowodować, jak uzasadniało ministerstwo, przekroczenie dozwolonej przez UE bariery długu publicznego w stosunku do PKB. Unia rzecz święta. Ale własność też. Jak nazwać tego, kto ją narusza? A tego, kto handluje nie swoim? A tego, kto w owym handlu manipuluje ceną i warunkami spłaty?

Odebrane, nie oddane

- W 1944 r. moim dziadkom Tomaszowi i Mariannie Frąckowiakom w wyniku reformy PKWN odebrano gospodarstwo – opowiada Marek Kończal z miejscowości Krzyżowniki w Wielkopolsce.

Przez lata gruntem tym zarządzał Skarb Państwa, a użytkował dzierżawca. Zarówno jedni, jak i drudzy czerpali z tego tytułu korzyści. Obecnie ja, jako spadkobierca, odpowiadając na propozycję ANR, wyraziłem chęć zakupu rodzinnego gospodarstwa – co osobiście uważam za paradoks, aby spadkobierca musiał wykupić grunty, które odebrano jego rodzinie. Użyłem słowa „musi”, ponieważ jeśli tego nie uczynię, grunt ten trafi w obce ręce, najprawdopodobniej dzierżawcy.

Bo sprawa jest prosta: art. 29 ust. 1 pkt. 1 ustawy z 19 października 1991 roku o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa zobowiązuje ANR do realizowania prawa do pierwszeństwa w nabyciu nieruchomości przejętych na rzecz Skarbu Państwa w trybie Dekretu o Reformie Rolnej z 1944 r., na rzecz byłego właściciela tej nieruchomości lub jego spadkobierców. To obliguje Agencję do ustalenia (zweryfikowania) czy dana osoba jest uprawniona do skorzystania z tego prawa czy też nie. Jak już ustali się ów fakt, trzeba zaproponować pierwokup. Oczywiście tylko w tych przypadkach, kiedy w ogóle ziemia jest przeznaczona do sprzedaży. No i kiedy nie toczy się postępowanie sądowe o stwierdzenie, że nieruchomość została przejęta sprzecznie z prawem (czyli sprzecznie z Dekretem PKWN).