Protestujący nie zrażają się tym, że spośród 128 odwołań od decyzji dotąd uchylono tylko ok. 10, a 20 oczekuje na rozpatrzenie. 
Zdaniem Jolanty Harasim, kierującej komitetem protestacyjnym, możliwe jest nie tylko uchylenie decyzji, ale nawet unieważnienie całego procesu wywłaszczenia.

- Wczoraj podczas spotkania w Urzędzie Wojewódzkim zapewniono nas, że Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju skieruje dwa operaty do komisji arbitrażowej, a wojewoda jeden - mówi. - Uważam, że daje to szansę na uchylenie całego procesu wywłaszczenia. Wcześniej już udowodniliśmy, że 14 wycen jest błędnie przeprowadzonych. Mamy na to opinie niezależnego rzeczoznawcy. Problem w tym, że za przygotowanie jednej opinii płacimy 3 tys., a przecież to nie my powinniśmy wykazywać, że opinie są błędne. Każdą z dotychczas podważonych wycen wojewoda potraktował jako przypadek jednostkowy. Naszym zdaniem, skoro operat jest zrobiony źle, to i decyzja wojewody na nim oparta jest błędna. To już 14 razy przeprowadziliśmy. Za 3 tygodnie będziemy mieli łącznie 40 opinii, liczymy też na te 3 oddane do komisji arbitrażowej. 15 kwietnia Komisja Odpowiedzialności Zawodowej ma ocenić całe postępowanie rzeczoznawcy. To wszystko pozwala mieć nadzieję, że nasz protest przyniesie oczekiwane efekty. Tylko dlaczego tak późno?

W efekcie wywłaszczenia Jolanta Harasim utraciła ponad 90 proc. gospodarstwa - prawie 7 i pół ha.

Jak dodaje Krzysztof Kazimierski, żadne z dotychczasowych postępowań prowadzonych przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju nie odniosło się do wycen ziemi.

- Nie poddano ocenie operatów - twierdzi. - Sprawdzono sam tryb wydawania decyzji, a nie jej podstawę. To nie jest wystarczająca ocena.

Protestujący są zdeterminowani - grożą strajkiem głodowym.