Wiceminister spraw wewnętrznych Stanisław Rakoczy przypomniał podczas sejmowej debaty nad sprawozdaniem ministra spraw wewnętrznych z realizacji w 2013 r. ustawy z dnia 24 marca 1920 r. o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców, że nabywanie nieruchomości przez Polaka nie rodzi u notariusza obowiązku informowania o tym fakcie ministra spraw wewnętrznych. - Natomiast powtarzam do znudzenia, prawo do wystąpienia do sądu – bo zawarcie transakcji w sposób niezgodny z prawem czy z naruszeniem ustawy jest złamaniem prawa – prawo do działania, że tak powiem, do występowania z wnioskiem o stwierdzenie nieważności tej transakcji ma nie tylko minister spraw wewnętrznych, który często jest jak gdyby najdalej od tych transakcji, ale także wójt, burmistrz, starosta, marszałek województwa, a także miejscowy prokurator na skutek zawiadomienia przez każdego obywatela. Pytam: Dlaczego zatem nie ma masowych procesów czy dziesiątków procesów o niewłaściwe wykupy, skoro masa ludzi twierdzi, że zna przypadki niewłaściwego obrotu?

Poseł Elżbieta Rafalska wtrąciła w tym momencie: - To jest do udowodnienia, ale nie chcecie...

- Pani poseł, ale wystarczy wtedy zawiadomić nawet ministra, dać mi dowód, my już będziemy wiedzieli, co z tym zrobić – zadeklarował wiceminister. - Natomiast jeśli nie w ten sposób, to jeszcze możemy wysłać odpowiednie organy, żeby w toku prac operacyjnych to zrobiły, o ile to będzie wiarygodna wiadomość. Bo jeśli są same słowa, to można się zagadać na śmierć.