Rząd, zamykając jeszcze bardziej dostęp do państwowego zasobu ziemi rolniczej, chce w ten sposób promować tych rolników, którzy chcą się rozwijać, ale nie zawsze stać ich na kupno coraz droższych gruntów. Stąd pomysł, aby wprowadzić maksymalną wielkość ziemi, jaką można kupić w Agencji Nieruchomości Rolnych.

Henryk Kowalczyk, wiceminister rolnictwa: – Chcemy, aby jednorazowo nie można było kupować działki większej niż dwukrotna średnia wielkość w województwie.

To nie koniec zmian. Rolnik będzie mógł kupować tak długo państwową ziemię, dopóki wielkość jego gospodarstwa nie przekroczy 100 hektarów. Teraz definicja rodzinnego gospodarstwa rolnego pozwala mu na zakup maksymalnie 300 hektarów. Nowe przepisy mają szanse na uchwalenie przez koalicję rządzącą, gdyż sejmowa opozycja jest podzielona w ich ocenie. PSL zapowiada, że porze tę propozycję, natomiast dla Platformy jest ona nie do zaakceptowania.

Z poparciem większości klubów spotka się natomiast pomysł zawężenia definicji rolnika, który może przystąpić do przetargu. Rząd proponuje, aby taka osoba musiała zamieszkiwać w gminie przynajmniej 3 lata.

Henryk Kowalczyk: - Chodzi o to, żeby uniknąć takiej sytuacji, że przystępują rolnicy, którzy są zameldowani w gminie od 2-3 dni.

Nowe prawo powinno znaleźć się w Sejmie jeszcze przed wakacyjną przerwą w parlamentarnych pracach.

Źródło: Agrobiznes