Mówił o tym podczas prezentacji raportu „Przemiany strukturalne rolnictwa w krajach UE. Wyzwania dla Polski prof. Wojciech Jóźwiak z IERiGŻ.

Konkurencyjne są takie gospodarstwa, których dochód pozwala na wypracowanie zysku (o wysokiej stopie zysku liczącej ok. 9 proc.) Drugą ich cechą jest zdolność inwestycyjna. Takie gospodarstwa mogą elastycznie dopasować się do rynku.

Z badania 6 tys. gospodarstw przeprowadzonego przez IERiGŻ w latach 2005-2012 wynika, że takich gospodarstw zdolnych stawić czoła międzynarodowej konkurencji jest 5 i pół do 8 procent. Druga grupa to gospodarstwa mogące szybko osiągnąć konkurencyjność. Mają one zyski. Jest ich 7,5 do 12 proc.

Łącznie więc od 13 do 20 proc. gospodarstw jest lub może być konkurencyjna. Dostarczają połowę, a może nawet 2/3 produkcji.

Jakie gospodarstwa są w tej grupie?

- Te ze zdolnością konkurencyjną mają średnią powierzchnię około 30 ha – mówił profesor. – Natomiast te, które mogą tę zdolność osiągnąć są nieco mniejsze, ich powierzchnia to około 20-30 ha.

Poza tą grupą są pozostałe gospodarstwa – inwestują mniej niż ubywa z tytułu zużycia i mają niskie dochody. Powstaje pytanie, komu tę ziemię sprzedawać w tej sytuacji. Czy temu, kto osiąga zyski i gwarantuje, że ziemia nie będzie zmarnowana, dostarcza na rynek odpowiednie dla przemysłu surowce? Czy wszystkim, którzy chcą?

- Ja się opowiadam za tym, żeby sprzedawać tym, którzy potrafią ją wykorzystać – mówił prof. Jóźwiak.

To jest w interesie Polski – nie tylko rolników, ale  i konsumentów, którym zależy na żywności wyprodukowanej w Polsce.

- To nie są duże gospodarstwa, one są po prostu dobrze zarządzane – dodał profesor. Leżą zwykle na nieco lepszych glebach, kierują nimi przeważnie rolnicy z wykształceniem, często leżą na obszarach ONW.

Profesor dodał, że gospodarstwo liczące ok. 14 ha nie gwarantuje szans na powodzenie w gospodarowaniu. Sytuacja może zmieniać się wraz ze wzrostem średniej pensji w kraju, co wpłynie na koncentrację ziemi.

Osoby wypowiadające się podczas dyskusji wskazywały również na potrzebę koncentracji ziemi traktowanej jako środek produkcji, a nie forma lokaty kapitału. Ale były też przestrogi przed nadmierną koncentracją.

Michał Wójcik z ARR wspominał swoje wizyty w Niemczech i Francji i wskazał na związek struktury agrarnej i administrowania, rozwoju obszarów wiejskich. W landach wschodnich Niemiec i na południu Francji są wyludnione obszary. Mieszka tam niewiele osób. To przykład porażki, katastrofy demograficznej, przywrócenie do życia takich obszarów to wielki koszt – Francuzi i Niemcy przestrzegają przed powtórzeniem ich błędów. Jeśli na terenie gminy będzie funkcjonowało 10 farmerów, pytanie, kto będzie utrzymywał tam infrastrukturę, drogi, szkolnictwo, służbę zdrowia?