Przypomnijmy: rolnicy zgromadzili się, aby protestować przeciwko sprzedawaniu ziemi tzw. słupom.Następnie przejechali przez Pyrzyce i zablokowali drogę. Policja zarzuciła im udział w nielegalnym proteście, a wezwania na przesłuchania rozwożono w godzinach nocnych – na dzień następny.

Rolnicy w większości nie przyjęli mandatów, sprawa trafiła do sądu. Ten wydał wyrok – i nie dopatrzył się w działaniu rolników naruszenia prawa.

- Sąd uznał, że zrobiliśmy wszystko, żeby poinformować władzę, a nie było naszą intencją utrudnianie komukolwiek życia – mówi Robert Tarnowski, organizator protestu. – Mamy prawo do protestu i wyrażania niezadowolenia i z tego prawa skorzystaliśmy. Nie utrudnialiśmy życia mieszkańcom.

Protest w Pyrzycach to jeden z wielu organizowanych w Zachodniopomorskiem. Wszystkie odbywały się zgodnie z prawem, zawiadamiano o zamiarze ich przeprowadzenia. Jak mówi Robert Tarnowski, mogło się zdarzyć, że papiery nie doszły gdzieś na czas, ale celem protestujących nie była dezinformacja.

- Wszyscy wiedzieli o proteście: burmistrz, policja – zapewnia Tarnowski. – Policja przeprowadziła nas z punktu zbiorczego do miejsca protestu, były dwa samochody policyjne, zorganizowano przejazd techniczny środkiem, przepuszczaliśmy samochody. Jesteśmy normalnymi ludźmi. Protestowaliśmy w słusznej sprawie. Tymczasem zorganizowano na nas nagonkę, zleconą przez MSW.

Niektórzy z uczestników protestu przyjęli mandaty wystawione przez policję i zapłacili po 50 zł. Większość zdecydowała się jednak przekazać sprawę do sądu.

- Nasz Sąd Rejonowy stanął na wysokości zadania – ocenia Tarnowski. – Mamy prawo bronić naszego miejsca pracy, inaczej z granicy zostanie nam tylko kreska – a i za nią nie będzie nic polskiego – dodaje.

Podobał się artykuł? Podziel się!