Rolnicy stoją z oflagowanymi traktorami przy drodze krajowej do Włocławka. Mają przyczepę kempingową, w której śpią. Na miejsce protestu wybrali sporną działkę, przeznaczoną jeszcze niedawno do sprzedaży. Procedurę wstrzymano jednak po tym, jak okazało się, że jest spadkobierca dawnego właściciela, mający pierwszeństwo zakupu.

Protestujący uważają, że procedura zwrotu ziemi spadkobiercom dawnych właścicieli powinna być zmieniona, gdyż jest korupcjogenna.

- Rolnik nabywający ziemię od ANR ma obowiązek uprawiania jej przez 10 lat – mówi Janusz Walczak, koordynator protestu i przewodniczący Kujawsko-Pomorskiej Solidarności RI.- Spadkobierca nie  ma takiego obowiązku i staje się słupem. Trzeba to zmienić i albo wymagać od spadkobiercy uprawiania ziemi, tak jak jest to wymagane od każdego rolnika, albo wypłacać mu odszkodowanie ze specjalnego funduszu, a ziemię sprzedawać rolnikom. Drugim postulatem jest uwzględnianie średniego w danym województwie areału gospodarstw przy dopuszczaniu do przetargu. Chodzi też o ograniczenie możliwości zakupu ziemi do jednej działki o średniej wojewódzkiej – na tym terenie jest to 15 ha.

Jak dodaje Janusz Walczak, protestujący popierają postulaty wysunięte w Szczecinie. Podzielają pogląd, że zawarte przed rokiem porozumienie nie jest realizowane. Nie ma przetargów ofertowych, a do opiniowania sprzedaży są zapraszani tylko „sprawdzeni” działacze Izby Rolniczej. Niedawno podczas przetargu w Kruszwicy i Dąbrowie Biskupiej cena ziemi wyniosła 124 tys. za ha.

- To służy lokacie kapitałowej, a nie powiększaniu gospodarstw rodzinnych zgodnie z ustawą o kształtowaniu ustroju rolnego – mówi Janusz Walczak. – Jeśli ziemia ta miałaby być opłacona z uzyskanego przychodu z produkcji rolnej, oznaczałoby to zadłużenie 2-3 pokoleń. To antychłopski i szkodliwy sposób dysponowania ziemią.

Protestujący nie sprzeciwiają się uzyskiwaniu rekompensat i zwrotów przez spadkobierców dawnych właścicieli. Uważają jednak, że obecny sposób rozwiązywania tego problemu jest korupcjogenny.

Według Janusza Walczaka, protestem zainteresowały się miejscowe władze. Zapowiedziane są rozmowy z wojewodą Ewą Mes i posłami z tego terenu.

Jak podkreśla Janusz Walczak, nie jest to protest polityczny w sensie walki o władzę. Jest to walka o przyszłość Polski i zasobu ziemi, na której polski rolnik będzie mógł godnie gospodarować. 

Podobał się artykuł? Podziel się!