Rów w miejscowości Sowy w gminie Pakosław, który tyle kłopotów przysporzył Dominikowi Wojtaszkowi, będzie oczyszczony.

- Przyjechała komisja, byli przedstawiciele z województwa z Leszna, z gminy i sołtys, przyszli też zainteresowani rolnicy z okolicy - opowiada pan Dominik. – Nie byli przekonani, twierdzili, że rów był niepotrzebnie wykopany, ale ostatecznie postanowili, że go oczyszczą.

- To wynik kompromisu – mówi Janusz Wielebski, kierujący Gminnym Związkiem Spółek Wodnych. – Tam jest sytuacja taka, że żeby większość była zadowolona, to ciek podstawowy nie powinien tam wchodzić. Ale skoro tak zrobiono…

Teraz jest jednak kolejny problem: popadał deszcz i na pole nie można będzie wjechać.

- Pieniądze są, walczę od dwóch lat o oczyszczenie tego rowu – dodaje Dominik Wojtaszek. – Można to było zrobić, a teraz znów woda stoi. Dobrze, że zdążyłem zebrać kukurydzę.

- Jak mi wyliczyli w województwie, to na naszym terenie jest dwa tygodnie na wykonanie wszystkich prac – a jestem w trzech gminnych związkach, czyścimy rocznie 70 km rowów  – wyjaśnia Janusz Wielebski. Jak tłumaczy, trzeba znaleźć nie tylko odpowiednią do prowadzenia prac pogodę, ale i taki czas, w którym na polu nie ma zasiewów. – Rolnik chciałby, aby koparka z nieba oczyszczała rowy. Poza tym proszę zauważyć, jak dbają o rowy rolnicy. Dwa razy w roku powinni wykaszać rowy. To nie jest robione. Gdyby wszystko miała robić spółka, składka powinna być trzy-, czterokrotnie wyższa.

Jak zapewnia Janusz Wielebski, obecnie wpłacane 9-12 zł składki z ha wystarcza na bieżące utrzymanie należytego stanu urządzeń.

- Ten jeden rów i tylko ten jeden na naszym terenie był spornym tematem – zapewnia. Jak dodaje, ściągalność składek jest dobra – w ub. r. wyniosła 91 proc., mniej niż w 2011 r., kiedy była na poziomie 95 proc. To, jak mówi, konsekwencja tego, że ostatnio nie były wystawiane tytuły wykonawcze. – Wysyłamy tylko nakazy, upomnienia. Ale w tym roku nadrobimy to i znów ściągalność będzie wyższa.