Sawicki powiedział w środę, że chce doprowadzić "do faktycznego podziału dużych areałów gruntów i oferowania ich miejscowym rolnikom". W jego ocenie, by tak się stało, musi się zmienić mentalność urzędników ANR.

- Nie będzie ofert powyżej średniej powierzchni gospodarstwa rolnego w danym województwie - zapowiedział Sawicki. - Jeśli izba rolnicza uzna, że potrzebne są mniejsze działki od średniej, to Agencja będzie takie działki przygotowywać do sprzedaży - dodał.

Jeśli oferta będzie dotyczyła np. 530 ha, to wiadomo, że żaden z drobnych rolników do takiego przetargu nie przystąpi - podkreślał Sawicki. - Ziemia rolna z zasobów skarbu państwa ma być przeznaczona nie dla dużych gospodarstw, tylko w pierwszej kolejności na powiększenie gospodarstw chłopskich. Nie dla podstawionych firm, na bliżej nieokreślone cele - podkreślił.

Zapowiedział, że będzie powoływał przy oddziałach Agencji zespoły doradcze, składające się m.in. z przedstawicieli izb rolniczych, rolniczych związków zawodowych. Te zespoły miałyby określać, jak na danym terenie dzielić ziemię, jak określić warunki przetargów - najpierw ograniczonego z przeznaczeniem na powiększenie gospodarstw, a potem otwartego, jeśli w pierwszym nie będzie ofert - tłumaczył minister.

Według Sawickiego, jeśli nie ma nabywców na grunty rolne oferowane w przetargach przez ANR, ziemia powinna trafić do samorządów. - Analizujemy takie rozwiązanie, którego nie ma jeszcze w ustawie o nieruchomościach rolnych, że jeśli nie ma chętnych, nie ma nabywców - będziemy ziemię przekazywali do samorządów - powiedział.

Minister ocenił, że nie ma żadnej potrzeby utrzymywać państwowej instytucji z siedzibą w Warszawie, "która będzie się zajmowała zarządzaniem tak dużą powierzchnią ziemi w Polsce".

Sawicki mówił o tych planach podczas posiedzenia senackiej komisji rolnictwa. Pytany o zmiany w ustawie, które pozwalają przeznaczyć 30 proc. ziemi dużych dzierżawców na powiększenie małych gospodarstw podkreślił, że oddanie 30 proc. dzierżawionych gruntów nie jest obowiązkowe. - Na taką decyzję dzierżawcy mogą się zdecydować, ale nie muszą. Kluczem jest to, czy chcą kupić dzierżawioną ziemię, czy nie - nikt do takiego zakupu nie może zmusić - podkreślił.