Sprzedaż ziemi będącej w zasobie ANR prowadzona jest na różnych zasadach. Przepisy sprzyjają m.in. byłym właścicielom i dzierżawcom. To oni są pierwsi w kolejce do kupna, z pominięciem przetargów. I jak się okazuje – może to sprzyjać także osobom trzecim. Bo miejsce w kolejce można przecież odstąpić.

Skutków takiej sytuacji doświadczył dzierżawca gospodarstwa Chojnowo (powiat przasnyski) – Janusz Czarzasty. Gospodarował najpierw na 120 ha po ojcu. Od 1995 roku wydzierżawił od AWRSP 200 ha z nadzieją, że kiedyś je wykupi, bo czterech synów było zainteresowanych pracą na roli. Gospodarstwo rozrastało się – w sąsiedniej miejscowości wydzierżawili jeszcze 200 ha. Zadbali o maszyny, silosy. Kiedy sytuacja dojrzała do tego, aby wykupić dzierżawę, zaczęli o to zabiegać.

- Zaraz po wycenie od razu wiedziałem, że coś się święci – wycenili hektar na 22 tys., chociaż normalna cena była dwukrotnie wyższa – opowiada Janusz Czarzasty. – I miałem rację. Zaraz potem przyszło pismo, że są spadkobiercy byłych właścicieli, którzy mają pierwszeństwo zakupu.

Spadkobiercy – cztery osoby mieszkające w różnych stronach Polski, jedna nawet we Francji – skorzystali z przysługującego im prawa. I wszystko byłoby w porządku, gdyby chodziło naprawdę o odzyskanie ojcowizny w celu gospodarowania na niej.

Janusz Czarzasty twierdzi, że ustalił inny stan rzeczy.

- Zanim ANR sprzedała ziemię spadkobiercom właściciela, ci zawarli już inną umowę – o odsprzedaży kolejnym osobom. To właśnie od nich spadkobiercy dostali pieniądze na wpłacenie 20 proc. należności dla ANR – 920 tys. zł. Resztę agencja rozłożyła na 28 półrocznych rat, miernik ich wysokości jest ustalony w naturze – zdążono tuż przed zmianą przepisów. Jako zabezpieczenie ANR przyjęła wartość mieszkania jednej z osób odkupujących ziemię od spadkobierców – Marcina K. Odkupujący ziemię poświadczyli też weksle wystawione przez spadkobierców.