Nieoczyszczony rów melioracyjny to problem niejednego rolnika.

- Jestem rolnikiem prowadzącym gospodarstwo rolne od 2 lat,  w miejscowości Sowy w gminie Pakosław – opowiada Dominik Wojtaszek. – Kilka lat temu przez starania mojego taty, byłego właściciela gospodarstwa, połączono główny  rów melioracyjny z rzeką Orlą za pomocą ok 250-metrowego rowu. Przez pierwsze lata odpływ świetnie odbierał nadmiar wody, skończyły się problemy z zalewaniem łąk i pól, jednak po kilku latach wykopany dopływ został zamulony i obsunął  się piasek ze ścian bocznych i przekopany odpływ zmienił swoją rolę - zaczął zalewać pola. Przez ubiegłe dwa lata na każdym zebraniu spółki wodnej proszę o wyczyszczenie odpływu - bezskutecznie. Moja propozycja, jak dowiaduję się, zawsze jest zanotowana, ale nikt jej nie realizuje. W tym roku na zebraniu także mnie zapewniano o wykonaniu prac na rowie, jednak bez rezultatu. Szokuje mnie stwierdzenie przewodniczącego spółki wodnej, który mówi o niewykorzystanych pieniądzach zgromadzonych na koncie  wioski, a propozycje są całkowicie lekceważone. W ubiegłym roku zasypano odpływ wykopany kilka lat temu, aby nie odbierał nadmiaru wody, jednak zapora z piasku okazała się nieskuteczna i została zniszczona przez wodę. W tym roku byłem zalany dwukrotnie, nie zebrałem dobrej jakości sianokiszonki oraz przez zastoiska wodne kukurydza na kiszonkę jest bardzo mała. Jest do dla mnie poważny problem, ponieważ utrzymuję bydło mleczne i opasowe i nie zgromadzę odpowiedniej ilości paszy objętościowej. W odległości 2 km od gospodarstwa jest wybudowany zbiornik retencyjny, który spełnia funkcję rekreacyjną, a nie zabezpiecza rolników przed nadmiarem wody. Nie rozumiem intencji spółki wodnej, która kilka lat temu wydała znaczącą kwotę na wykopanie odpływu, a teraz zasypuje rów, zamiast go wyczyścić.

Teraz jest sucho, koparka może wjechać – dodaje pan Dominik.

Ale zamiast koparki nad rów wybiera się komisja.

- Pan Wojtaszek ma swoje wizje – mówi sołtys Franciszek Szkaradek. – Trudno określić, jak by to mogło być zrobione. Będzie spotkanie w tej sprawie, ja nie mam zdania.

Zdania nie ma też Janusz Wielebski, kierujący Gminnym Związkiem Spółek Wodnych.

- To sporna sytuacja – mówi. – Nie będę się wypowiadał, każdy z nas ma inne zdanie, będzie komisja, trzeba dojść do porozumienia.