"Wszystkie działania podjęte przeze mnie w związku z udziałem w przetargu na zakup ziemi nie naruszały jakichkolwiek przepisów prawa" - odczytywał we wtorek Trzeciak dziennikarzom swoje oświadczenie.

"Prezentowane w ostatnim czasie w mediach zarzuty pod adresem mojej osoby, jakobym dopuścił się naruszenia prawa w związku z udziałem w przetargu na sprzedaż ziemi z zasobów ANR, są nierzetelne i wynikają z nieuzasadnionych nadinterpretacji faktów" - dodał.

Nieruchomości Trzeciak kupił od ANR w styczniu 2007 r. na przetargach ograniczonych, przeznaczonych dla rolników, którzy chcą powiększyć swoje gospodarstwo rolne. Po to, by mógł startować w przetargu, musiał być zameldowany na terenie danej gminy lub sąsiedniej, prowadzić osobiście gospodarstwo rolne, posiadać kwalifikacje rolnicze. Część tej ziemi obsadził uprawą orzecha włoskiego. W poniedziałek sprawę opisały "Rzeczpospolita" i "Superwizjer" TVN.

206 hektarów kupionych przez Trzeciaka znajduje się w gminie Recz w województwie zachodniopomorskim. Ziemia została kupiona na licytacji, po cenach wyższych od wywoławczych. 6 działek kosztowało w sumie około 1,8 mln zł. Na części tej ziemi posadził drzewka orzecha włoskiego - do takich plantacji przysługuje unijna dopłata.

W oświadczeniu Trzeciak tłumaczy, że informacje na temat warunków przetargu i zasad dofinansowania poszczególnych upraw ze środków unijnych są publikowane i dostępne dla wszystkich zainteresowanych. "Kupiłem ziemię legalnie, na warunkach jednakowych dla wszystkich zainteresowanych, oferując najwyższą cenę. Nie był to pierwszy przetarg, do jakiego przystąpiłem. Wcześniej kilkakrotnie podobne przetargi przegrywałem" - powiedział Trzeciak.

Poinformował, że kredyt na zakup działek uzyskał na ogólnie obowiązujących zasadach, a udzielenie kredytu zależy od banku i jego analizy biznesplanu.

W czasie gdy kupował ziemię, Trzeciak był wojewódzkim konserwatorem przyrody w Szczecinie. Na stanowisko wiceministra środowiska oraz Głównego Konserwatora Przyrody został powołany 21 grudnia 2007 r.

Media podały, że Trzeciak przedstawił poświadczenie o zameldowaniu na pobyt stały, wystawione przez urząd gminy w Choszcznie, położone 30 km od Recza. Był tam zameldowany od 11 sierpnia 2006 do 11 maja 2007.

Przyniósł też do ANR zaświadczenie o posiadaniu gospodarstwa rolnego w gminie Recz. Było to 2,3 ha ziemi, którą wydzierżawił od jednego z rolników. Informacje te potwierdziła PAP Agencja.

Media podały też, że Trzeciak wydzierżawił ziemię wspólnie z byłym szefem Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego Dariuszem Rhode. Były prezes KRUS (pełnił to stanowisko z rekomendacji "Samoobrony") także nabył ziemię na przetargach. W lutym 2007 r. Rhode kupił łącznie 123 ha za kwotę 1 mln 220 tys. zł.

Wiceszef resortu środowiska zapewniał we wtorek, że zameldowanie w gminie Choszczno, sąsiadującej z gminą Recz, nie było fikcyjne, a zakup gruntów nastąpił po pół roku od zameldowania. "Naprawdę chciałem wiązać swoją przyszłość z tym miejscem. W pobliżu leży Drawieński Park Narodowy, w którym zamierzałem pracować" - oświadczył. Dodał, że kupiona ziemia jest w pobliżu okolicy, w której się wychowywał i gdzie mieszka jego matka.

"Jestem przekonany, że sprawa została celowo nagłośniona i zinterpretowana w związku z objęciem przeze mnie funkcji Dyrektora Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska" - dodał Trzeciak w oświadczeniu.

Rzeczniczka ANR Grażyna Kapelko wyjaśniła PAP, że "przepisy nie dają uprawnień Agencji do merytorycznej weryfikacji dokumentów przy kwalifikowaniu uczestników przetargów ograniczonych". Dodała, że zdarzają się przypadki nabywania ziemi przez osoby niezwiązane z rolnictwem, co budzi sprzeciw rolników i organizacji rolniczych.

Trzeciak wyjaśnił, że zdecydował się na uprawę orzecha włoskiego, gdyż wymaga ona stosunkowo mało pracy, a na terenach, które kupił, ma "idealne" warunki do rozwoju. Jest to uprawa, którą można pogodzić z obecnymi zajęciami - przekonywał. Jego zdaniem "każdy może taką uprawę założyć, a wiedza o korzyściach z tego wynikających jest powszechnie dostępna już od 2003 r."

Z informacji uzyskanych przez PAP w ARiMR wynika, że w tym roku wiceminister stara się o dotacje na 96 hektarów orzecha, w sumie - na 146 hektarów. Wnioskowana kwota za 2008 r. - to ponad 221 tys. zł. Ponadto Trzeciakowi przysługują tzw. dopłaty bezpośrednie z tytułu posiadania gruntów, w wysokości 85 tys. zł, oraz z tytułu gospodarowania na niekorzystnych terenach (ONW) - ponad 19 tys. zł.

Jak poinformowano PAP w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Trzeciak otrzymał już dotację na uprawę 50 hektarów orzecha włoskiego za 2007 r. w wysokości 90 tys. zł. Pieniądze te zostały wypłacone w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) na lata 2004-2006.

Działanie PROW dotyczące wsparcia rolnictwa ekologicznego, z którego skorzystał Trzeciak, przewiduje pomoc finansową przez 5 lat. W pierwszych trzech latach rolnik otrzymuje po 1800 zł na hektar i w następnych dwóch - po 1540 zł.

Spotkanie wiceministra z dziennikarzami trwało ok. 5 minut. Trzeciak odczytał oświadczenie; nie odpowiadał na pytania.

Przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa Leszek Korzeniowski (PO) ocenił zakup ziemi z ANR przez Trzeciaka jako "skandaliczny". Jego zdaniem, tego typu zachowanie powinno skutkować odwołaniem wiceministra. Korzeniowski uznał, że mógł on dokonać takiej transakcji, korzystając z wiedzy, jaką posiadał. Podkreślił, że "to nie może być powodem do wzbogacenia się w trybie przyspieszonym".

W opinii wiceszefa tej komisji Wojciecha Pomajdy (Lewica) sytuacja z zakupem gruntów przez Trzeciaka jest dwuznaczna, bo nie wiadomo, czy wiceminister faktycznie oszukał Agencję i przedstawił fikcyjny meldunek. Jeżeli nagiął prawo - to jest to naganne. Natomiast sprawa dopłat do upraw orzechów jest zgodna z prawem. O takie dofinansowanie może ubiegać się każdy.

Zdaniem byłego ministra rolnictwa, posła PiS Wojciecha Mojzesowicza, jest "trochę" niejasności z zameldowaniem Trzeciaka. Natomiast nie ma w tym nic złego, że posadził orzechy włoskie, na które można otrzymać unijne dopłaty.

Wiceminister rolnictwa Artur Ławniczak powiedział, że nie chce komentować sprawy, ponieważ nie zna dokumentów. Jego zdaniem, najlepszym sposobem zaradzenia takim sytuacjom jest zmiana ustawy o ustroju rolnym.

Jak wyjaśnił Ławniczak, przygotowany przez resort rolnictwa projekt nowelizacji tej ustawy jest obecnie w konsultacjach społecznych. Na podstawie nowych przepisów do przetargu będzie mogła stanąć osoba, która mieszka w danej gminie przez trzy lata i prowadzi gospodarstwo rolne. Ministerstwo chce, by projekt trafił do akceptacji rządu już w styczniu 2009 r.

Źródło: PAP