Młodzi rolnicy zabiegają o umożliwienie kupna ziemi, którą ANR przekazała w dzierżawę. Twierdzą, że dzierżawca nie prowadzi żadnej działalności gospodarczej, ogranicza się tylko do pobierania dopłat – 2400 zł za ha w programie rolnośrodowiskowym, natomiast oni potrzebują ziemi do prowadzenia hodowli.

Poseł Bogdan Rzońca wystosował właśnie w tej sprawie kolejne pismo do Zygmunta Sosnowskiego, dyrektora OT ANR w Rzeszowie.

Zwrócił się w nim o wyjaśnienie, czy w gospodarstwie dzierżawionym od ANR „była przeprowadzona jakakolwiek kontrola mająca na celu zweryfikowanie działalności hodowlanej” dzierżawcy.

OT ANR informował wcześniej posła w odpowiedzi na interpelację, że w gospodarstwie prowadzona jest hodowla 118 sztuk owiec.

Jak wynika z pisma otrzymanego teraz przez posła, 24 rolników mieszkających w okolicy potwierdza, że dzierżawca od co najmniej dwóch lat nie prowadzi żadnej hodowli.

„Farmer” pytał już w OT ANR o tę hodowlę. Wyjaśniono nam, że „umowa dzierżawy nie nakłada na dzierżawcę obowiązku prowadzenia produkcji zwierzęcej, w tym również hodowli owiec. To od dzierżawcy zależy w jaki sposób zagospodaruje on dzierżawioną nieruchomość i czy będzie na niej prowadził produkcję zwierzęcą” – napisał zastępca dyrektora OT ANR Jerzy Borcz.

Jak widać na zdjęciach udostępnionych nam przez okolicznych rolników – zamiast owiec wokół dzierżawionych budynków bieleje…  śnieg.

Młodzi rolnicy pytali wcześniej posła, czy blisko 100 ha ziemi dzierżawionej od ANR ma leżeć do dyspozycji derkacza, podczas gdy oni nie mają paszy dla hodowanych przez  siebie zwierząt i nie mogą prowadzić produkcji. „Czy dotychczasowy dorobek naszych rodziców możemy pozostawić na degradację, a sami wyjechać do krajów Europy Zachodniej, aby tam wykorzystano nasze rolnicze doświadczenie. Obecny dzierżawca raczej nas nie zatrudni, ponieważ nie zatrudnia tu nikogo. Rodzinna ziemia ma pozostać w dyspozycji tzw. kombinatorów rolno-finansowych” – pytali młodzi rolnicy posła Rzońcę. Dodajmy do tych wątpliwości jeszcze swoje pytanie: dlaczego ANR dzierżawi i sprzedaje całe gospodarstwa – nie tylko ziemię, ale i budynki – a potem nie troszczy się o ich los? Czy w przypadku tej dzierżawy przy wyborze dzierżawcy brano pod uwagę ofertę dotyczącą wykorzystania budynków?

Z doświadczenia wynika, że dla wielu rolników możliwość zagospodarowania całości oferty ANR stanowiła ważne ograniczenie, często powstrzymujące przed stawaniem do przetargu. ANR nie oddziela ziemi od reszty gospodarstwa także wtedy, gdy w grę wchodzi kupno. Dlaczego teraz nie interesuje się pokaźną częścią wydzierżawionego majątku?

Podobał się artykuł? Podziel się!