Sasza jest kierowcą marszrutki, czyli małego busa, którym wozi pracowników z Ukrainy do Polski, od Olsztyna, przez Warszawę, po Kielce. Tutaj czeka na nich praca w rolnictwie, na budowach, przy zbieraniu owoców i sprzątaniu, w sortowniach i magazynach, w pralniach, przetwórniach mięs, cukierniach, wreszcie jako pomoc domowa czy opieka dla osób starszych.

- Nie zatrudniam teraz Ukraińca, bo pojechał do domu. Szukam Polaka już trzeci tydzień. Daję 2,5 tys. na rękę, zakwaterowanie i wyżywienie, i nikogo nie ma - powiedział redakcji pan Konrad, producent trzody chlewnej. - Ale znowu Ukrainiec porobi cztery miesiące, złapie pieniędzy, ja go nauczę, co ma robić, a ten ucieka do domu, bo on już biznesmen - dodał. Rolnik w gospodarstwie utrzymuje 2,5 tys. zwierząt, co tydzień prosi się 10 macior, praca to głównie mycie pomieszczeń - porodówki, odchowalni.

Do Polski przyjeżdżają ludzie z każdym doświadczeniem. W sadach zbierają owoce budowlańcy, technicy weterynarii, agronom, nawet muzycy i dziewczyna po farmacji. W zimie marszrutka jeździ raz w tygodniu, w lecie - nawet trzy razy częściej.

Kierowcy marszrutek są nieformalnymi pośrednikami pracy. Pojawiają się już profesjonalne firmy, ale rolnicy niechętnie płacą prowizje. Przy czym wysokość opłat bywa skrajnie różna. - Pośrednik proponował mi 2,5 tys. zł za pracownika. Zazwyczaj gwarantują uprawnienia i mogą ich wymieniać, aż się któryś pracownik sprawdzi - opowiada pan Rafał, który prowadzi gospodarstwo rolne i firmę transportową. Cena była za wysoka, znalazł więc pracowników przez znajomego, który od 15 lat zatrudniał opiekunkę z Ukrainy dla ojca. - Mam dziś jednego chłopaka, w zimie jeździ ciężarówką po Europie, w lecie na maszynach w polu. Wiek 20 lat, a już ma doświadczenie, od 12. roku życia pracował w jakimś kołchozie - chwali pracownika.

- U mnie taki chłopak z Siedlec bierze 100 zł za znalezienie pracownika, ale płacisz dopiero po dwóch tygodniach, jak się człowiek sprawdzi - powiedział pan Konrad. W jaki sposób mu się to opłaca? - Od rolników pobiera tylko symbolicznie, to od Ukraińca bierze po 600 dolarów. Faktycznie, kilka lat temu opłaty sięgały 2 tys. Ale gdy pośrednikowi dam 2,5 tys. zł, a pracownikowi drugie tyle, to kto zarobi na te 5 tys.?