- Jeśli chodzi o stanowisko rządu polskiego w kwestii GMO, chcę wyraźnie oświadczyć, że rząd jest zdecydowanie przeciw – mówił minister rolnictwa podczas głosowania nad dalszym losem poselskiego projektu nowelizacji ustawy o paszach. - Jesteśmy przeciwni rozprzestrzenianiu upraw roślin genetycznie modyfikowanych, jak również stosowaniu ich w paszach i importowi żywności genetycznie modyfikowanej. Jednak dopóki żadne z państw unijnych nie zabroni u siebie stosowania pasz genetycznie modyfikowanych – a takiego zakazu w żadnym państwie nie ma – nie możemy naszych rolników, naszego rolnictwa skazywać na niekonkurencyjne warunki na jednolitym rynku europejskim.

Sawicki zapewniał też, że rząd stara się zapewnić alternatywę dla pasz GMO.

- W roku 2010 wprowadziliśmy program wsparcia upraw roślin motylkowych strączkowych i drobnonasiennych – powiedział minister. -  W roku 2010 na ten cel z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich przeznaczyliśmy 10,7 mln euro. Dało to możliwość uprawy z dopłatami ponad 200 tys. ha roślin motylkowatych. Na rok 2012 zwiększyliśmy tę kwotę z 10 do 30 mln euro i wysokość dopłaty do 1 ha uprawy roślin motylkowatych wzrośnie w roku bieżącym z 219 zł – tyle było w roku poprzednim – do ponad 500 zł. Ponadto każdy z rolników, który sieje rośliny strączkowe, ma prawo do dopłaty do materiału kwalifikowanego w wysokości 160 zł do 1 ha. Także w roku 2011 cztery instytuty rozpoczęły program badawczy dotyczący poprawy plenności i jakości roślin motylkowatych, na który przeznaczyliśmy z budżetu ponad 35 mln zł.

Poseł Jan Krzysztof Ardanowski zarzucił ministerstwu, że nie stara się zatrzymać w kraju od 3 do 4 mld zł wydawanych przez polskie rolnictwo  na import pasz z GMO.

- Rzeczywiście podaje pan prawdziwe liczby, jeśli chodzi o poziom importu soi genetycznie modyfikowanej, ale jednocześnie zapomina pan, że jeśli chodzi o wartość eksportu polskiego rolnictwa, to za ubiegły rok produkty, także produkowane w oparciu o te pasze, sprzedaliśmy za kwotę ponad 15,1 mld euro przy dodatnim bilansie handlowym sięgającym prawie 3 mld euro - odpowiedział Sawicki.  - Pytam, czy nie warto poprzez tę produkcję, poprzez to przetwórstwo tworzyć miejsca pracy. W mojej ocenie w liczbie ok. 300 tys. może zapewnić je sektor rolno-spożywczy dzięki nadwyżce eksportowej.

- Cieszymy się, że polskie rolnictwo i jego produkty są doceniane na świecie, że możemy chwalić się polską żywnością, ale ten eksport w dużej mierze pochodzi z reeksportu, z przetwarzania surowców sprowadzanych do Polski choćby z Danii czy Niemiec i przetwarzanych w Polsce, natomiast wyniki spisu powszechnego, spisu rolnego z 2010 r. pokazują, że w wielu dziedzinach polskie rolnictwo po prostu stagnuje albo upada – ripostował Ardanowski.  - Produkcja trzody chlewnej w Polsce osiągnęła poziom okresu tużpowojennego, lat 50., kiedy odbudowywaliśmy pogłowie zniszczone w czasie drugiej wojny światowej. Tak więc z tym chwaleniem się eksportem, panie ministrze, to jest trochę tak: kumie, chwalą nas, wy mnie, a ja was.