Przyczyną rozprawy przed SN była historia rolnika z woj. zachodniopomorskiego, któremu w 2010 r. dziki i jelenie zniszczyły część upraw kukurydzy. Mężczyzna zgłosił tę szkodę do koła łowieckiego, a koło wypłaciło mu 24 tys. zł odszkodowania. Jako podstawę do wyliczenia odszkodowania przyjęło średnią cenę skupu zbóż.

Mężczyzna nie był zadowolony z wysokości odszkodowania, twierdził, że powinno być ono wyliczone na podstawie ceny przewidzianej w umowie, którą zawarł z odbiorcą kukurydzy. Według tej umowy miał dostać 25 euro za tonę kukurydzy.

Gdy spór trafił do Sądu Rejonowego w Gryficach, ten powołał biegłego, żeby ustalić wysokość odszkodowania. Biegły stwierdził, że odszkodowanie powinno być wyliczone na podstawie ceny rynkowej kukurydzy, a za taką należy uznać cenę wynikającą z umowy rolnika z odbiorcą. Biegły wyliczył więc, że odszkodowanie powinno wynieść ponad 65 tys. zł. Sąd nakazał zatem kołu łowieckiemu wypłacić rolnikowi 41 tys. zł, bo pozostałą część kwoty mężczyzna dostał już wcześniej.

Apelację od tego wyroku złożyło koło łowieckie, a Sąd Okręgowy w Szczecinie uznał, że sposób wyliczenia odszkodowania na podstawie ceny rynkowej budzi wątpliwości. Dlatego zwrócił się z wnioskiem do Sądu Najwyższy o wydanie uchwały, która wyjaśniałaby, jaka cenę należy brać pod uwagę przy ustalaniu odszkodowań dla rolników.

Dzisiaj Sąd Najwyższy uznał, że nie ma podstaw do wydania uchwały. Stwierdził, że definicja ceny skupu nie ma w tej sprawie znaczenia, bo Sąd Rejonowy, określając wysokość odszkodowania, wziął faktycznie pod uwagę cenę rynkową, a nie cenę skupu (sygn. III CZP 41/13).

W uzasadnieniu sędzia Agnieszka Piotrowska powiedziała, że ze względu na charakter odpowiedzialności kół łowieckich za szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę, która jest odpowiedzialnością szczególną, niezależną od ryzyka czy winy, cena rynkowa, na podstawie której wylicza się szkodę, powinna być ceną średnią, zobiektywizowaną, a nie opartą o indywidualne umowy rolników.

Podobał się artykuł? Podziel się!