Kanada, kraj długi na pięć tysięcy kilometrów z Zachodu na Wschód, jest dziś w centrum zainteresowania przedsiębiorców z Unii Europejskiej. Firmy patrzą na Kanadę zarówno z nadzieją, jak i z obawą, trudno bowiem jednoznacznie określić, jak po wejściu w życie umowy o wolnym handlu rozwiną się gospodarcze stosunki po obu stronach Atlantyku. Większość ekspertów straszy, inni uspokajają, handel międzynarodowy nigdy nie rozpalał takich emocji. W chwili spokoju między podpisaniem umowy CETA a jej wejściem w życie jest więc czas, by zastanowić się nad wpływem tej umowy na polską gospodarkę, a zwłaszcza rolnictwo.

CETA to skrót od angielskiej nazwy Umowy o wolnym handlu pomiędzy Unią Europejską a Kanadą. Donald Tusk podpisał ją pod koniec października w imieniu Unii Europejskiej, wspierany przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera oraz premiera Słowacji Roberta Fico. Kanadę reprezentował jej premier Justin Trudeau. To pierwsza umowa handlowa pomiędzy UE a jedną z najważniejszych światowych gospodarek. Jej pięcioletnie negocjacje zakończyły się w 2014 roku. Teraz z kolei muszą ją ratyfikować parlamenty krajów członkowskich. Część handlowa CETA wejdzie w życie już na początku 2017 roku.

Teoretycznie, CETA ma przynieść samo dobro, otwarcie rynków handlowych, zniesienie ceł. Komisja Europejska liczy, że handel między z Kanadą wzrośnie o 23 proc., na czym Europa ma zarobić 12 mld euro. Już samo zniesienie 99 proc. ceł na towary ma przynieść 500 mln euro zysku. Wzajemnie otwarte zostaną przetargi publiczne, a także rynek usług finansowych. CETA ma też ułatwić podróżowanie pracowników przedsiębiorstw między UE i Kanadą, powstrzymać nielegalnie kopiowanie europejskich innowacji i znaków towarowych, chronić produkty regionalne. Na liście produktów chronionych nie znalazła się jednak żywność z Polski.

Czy dzięki CETA Polska żywność podbije Kanadę?

Do tej pory z pewnością tego nie zrobiła. Eksport z Polski do Kanady w 2015 r. wyniósł ok. 1,2 mld dolarów, natomiast eksport towarów rolno-spożywczych zajmował niewielką jego część, zaledwie ok 80,6 mln dolarów amerykańskich, czyli ok 333,5 mln zł. W ciągu ostatnich czterech lat wzrósł jednak o 60 proc., poinformował Wydział Promocji Handlu i Inwestycji w Montrealu.