Z dyskusji podczas obrad sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi wynika, że nie wszyscy posłowie są przekonani do idei łączenia inspekcji, choć posłowie byli raczej zgodni co do tego, że sytuacja wymaga poprawy.

- Polska przez rok pozbawiona została możliwości eksportu mięsa na Ukrainę, chociaż w polskim mięsie nie było dioksyn – mówił poseł Krzysztof Borkowski - Tyle mamy inspekcji, a nikt nie wykrył dioksyn, i to mięso pojechało na Ukrainę,  rok byliśmy pozbawieni możliwości eksportu. Dlaczego? Bo jest nieprecyzyjnie zapisane: ktoś odpowiada za towar, jaki jest sprowadzany na dany rynek – i to jest Inspekcja Weterynaryjna, ale jeżeli towar jest w sklepie, odpowiada już inspekcja sanitarna – czyli nikt nie odpowiada, bo jest on szybko sprzedany albo wysłany na reeksport.

Zdaniem posła inspekcje powinny się zająć bezpieczeństwem żywności, rozumianym jako kontrolowanie jej składu. Handlowcy obniżają wymagania, aby tylko osiągnąć niską cenę, ponoszone opłaty półkowe są niezgodne z ustawą, niedozwolona jest sprzedaż lawinowa i poniżej kosztów – nikt nie oponuje.

- W związku z tym zapytuję, kto ma chronić polskich przedsiębiorców, a szczególnie przetwórców? Za chwilę będzie co niemiara urzędów, tylko nikt na nie nie będzie płacił, bo nikogo nie będzie stać, nie będzie podatków – mówił poseł.

Zdaniem posła prowadzona jest nieuczciwa konkurencja.

- Jest wiele urzędów, które patrzą, jak dokopać temu, co płaci podatki, ale nie temu, co je wyprowadza.

Inspekcje powinny zająć się handlowcami. Informowanie konsumenta, ile jest mięsa w mięsie czy mleka w mleku powinno być normą, widoczną na etykiecie. Tym powinny się zająć inspekcje.

Cierpi producent, a nie ten, który zarabia krocie – rolnik albo przetwórca, nie handel.