Zdaniem poseł Pauliny Hennig-Kloski (N) obecnie na dopłatach do składki ubezpieczeniowej – a na ten cel w tym roku rząd przeznaczył 900 mln zł, cztery razy więcej, niż działo się to w latach ubiegłych – korzystają „dwie na krzyż firmy ubezpieczeniowe, które ustawiają rynek”.

- Czy nie byłoby łatwiej i czy nie wyszłoby na jedno, gdyby państwo dało jakieś odszkodowania w związku z suszą z pominięciem systemu ubezpieczycieli, bo wygląda na to, że gdyby skalkulować system w okresie całej pięciolatki, to wychodzimy z małym plusem, przy czym mieliśmy bardzo trudne lata, jeżeli chodzi o poziom odszkodowań, bardzo trudne 2 lata, czyli 2012 r. i 2016 r. – mówiła poseł. - Mam wątpliwości, jak wyszłoby to w ramach oceny działania tego systemu na poziomie 10-letnim, czy nie okazałoby się, że państwo polskie tak naprawdę więcej dopłaca, niż jest wypłacanych odszkodowań dla rolników. I w związku z tym okazałoby się, że dużo lepiej zamknąć, nie dawać nikomu zarobić do kieszeni, a wypłacić po prostu odszkodowania rolnikom. To są elementy, które bezwzględnie w tym systemie trzeba poprawić. Uważam, że poprawimy, jeżeli zadbamy o to, aby był większy katalog firm ubezpieczeniowych dopuszczonych do systemu ubezpieczenia z dopłatami.

Poseł Krystyna Skowrońska (PO) wyliczyła, że obecny system będzie kosztował państwo 20 mld zł w ciągu 10 lat, a rolnicy zapłacą składki w wysokości 7216 mln zł. Poseł pytała, co rząd zamierza zrobić, aby składki nie rosły, aby upowszechniane było ubezpieczenie i żeby wszystkie podmioty na tym rynku stawiały jednakowe warunki.  - Komisja Nadzoru Finansowego współpracuje bowiem z firmami ubezpieczającymi i ma możliwość kreowania polityki w tej sprawie – zasugerowała poseł.

Były minister rolnictwa, poseł Marek Sawicki (PSL) przyznał, że problem ubezpieczeń nigdy nie był prawidłowo uregulowany i opowiedział się za obecnie wprowadzanymi przez rząd zmianami. Wyraził obawy, że jeśli nie zmieni się zasad ubezpieczenia, dopłaty do ubezpieczenia upraw i zwierząt, nie wyda się jednak tych 900 mln zaplanowanych na dopłaty do składek. Zaproponował więc, aby zastanowić się nad rozdzieleniem tego budżetu w celu uruchomienia funduszu stabilizacji dochodów.

- W tej bowiem wersji, według tej nowelizacji także go nie wykorzystacie - przewidywał. - To jest niemożliwe, żeby on był w 2017 r. przez rolników spożytkowany. To skoro macie dobrą wolę ministra finansów, macie na to zgodę, to może w tej chwili właśnie warto wejść ostro w ustawę dotyczącą utworzenia tego funduszu stabilizacji dochodów i część z tych środków zarezerwowanych w budżecie przeznaczyć już na fundusz startowy? Wiem, że w tej chwili w tej sytuacji spora część rolników byłaby gotowa na podobnych zasadach, jak przy funduszach promocji, partycypować w tworzeniu, w odnawianiu tego funduszu stabilizacji dochodów rolniczych. Gdybyście to zaproponowali jako resort rolnictwa i dzisiaj rządzący, największy klub w Sejmie, to, na co mam nadzieję, znalazłoby to poparcie nie tylko koalicji – zadeklarował były minister.