- Jednym z elementów powodzenia zrównoważonego rozwoju jest woda - mówił wiceminister, wymieniając potrzeby w tym względzie mieszkańców, gospodarki, rolnictwa, energetyki, żeglugi, przemysłu, rekreacji. - Konieczne jest też zapewnienie bezpieczeństwa Polek i Polaków przed ekstremalnymi zjawiskami, takimi jak powódź czy susza. Te wszystkie zadania muszą być powinnością państwa. Zasoby wodne nie mogą podlegać żadnym procesom prywatyzacji - podkreślił w Sejmie Gajda, przedstawiając rządowy projekt ustawy Prawo wodne.

Zwrócił uwagę, że woda może stać się barierą wzrostu w przypadku jej niedoboru, bądź motorem rozwoju. Przypomniał, że Polska jest krajem bardzo ubogim w wodę, z zasobami wynoszącymi 1,5-1,6 tys. metrów sześc. na jednego mieszkańca. To tyle, ile w Egipcie - zaznaczył.

Jego zdaniem zaproponowane w projekcie Prawa wodnego mechanizmy zarzadzania zasobami i finansowania gospodarki wodnej pozwolą na ich wykorzystanie w myśl zasady zrównoważonego rozwoju.

Wyjaśnił, że nowe prawo będzie wdrażało do polskich przepisów m.in. Ramową Dyrektywę Wodną (RDW). Chodzi np. o wprowadzenie zarządu nad wodami w układzie zlewniowym, a nie administracyjnym, jak to jest teraz. Do polskiego prawa wdrożony zostanie też art. 9 RDW, który mówi o tzw. zwrocie kosztów usług wodnych. Jest to też warunek wstępny pozwalający rozliczać z pieniędzy unijnych inwestycje w gospodarce wodnej, np. przeciwpowodziowe.

Oznaczać to będzie, że więcej za wodę zaczną płacić m.in. rolnicy, branża energetyczna, hodowcy ryb, firmy wykorzystujące duże ilości wody do produkcji, czy przedsiębiorstwa wodno-ściekowe.

Wiceminister odniósł się też do obaw, że wprowadzenie opłat stałych ma skutkować podwyżkami dla mieszkańców za wodę rzędu 40 zł rocznie. Jego zdaniem taka podwyżka wynosić będzie 20 gr. na czteroosobową rodzinę, czyli 5 gr. na osobę rocznie.

Gajda tłumaczył, że intencją UE jest doprowadzenie do sytuacji, w której gospodarka wodna się samofinansuje, bilansuje swoje przychody i wydatki. Opłaty mają też wpłynąć na bardziej racjonalne korzystnie z zasobów wodnych. Wiceminister wskazał, że obecnie nie wiadomo dokładnie, ile wody w Polsce jest pobierane np. do produkcji przemysłowej. Powoduje to sytuację, w której niektóre firmy zużywają jej znacznie więcej niż zadeklarowały, a to z kolei przekłada się na ograniczenia dla innych podmiotów.