Tworzone w Polsce prawo jest oparte na unijnym. Unia Europejska stwierdza jednoznacznie, że nie ma przesłanek, żeby odrzucić GMO. Jednak w Polsce prace się ślimaczą. Żeby odrzucić unijne prawo, trzeba dowieść naukowo, że GMO jest złe. Takich badań nie ma. I takich badań nie przedstawiono w Polsce.

Badania nad GMO wykazały brak różnic, pomiędzy materiałami niezmienionymi genetycznie a zmienionymi.

W 2009 roku 14 milionów farmerów na całym świecie w 25 krajach uprawia rośliny modyfikowane genetycznie na powierzchni 134 milionów hektarów. Najwięcej w USA, w Brazylii i w Argentynie. Od 2008 roku powierzchnia upraw GMO wzrosła o 8 proc. Grono rolników, którzy postawili na odmiany GMO powiększyło się o 700 tys. Te dane pokazują, że ciągle rośnie akceptacja dla roślin GMO.

Najważniejszą rośliną GMO na świecie jest soja. 77 proc. zasiewów tej rośliny stanowią odmiany modyfikowane genetycznie. Jest ona obsiewana na 90 milionach hektarów. 158 mln ha zajmuje kukurydza GMO, a 33 mln ha to bawełna. Odmiany GMO tych roślin stanowią w całkowitej strukturze zasiewów 26 i 49 proc. W Polsce uprawiana jest kukurydza GMO, ale zaledwie na 2 – 3 tys. ha.

U nas trudno kupić nasiona roślin GMO, głównie kukurydzy z genem Bt. Rolnicy mogą je kupować w innych krajach UE. Ziarna zebranego z takich upraw nie można przewozić. Rolnicy uprawiający kukurydzę GMO mogą je przerobić na śrutę i dopiero sprzedać do zakładów produkujących pasze. Absurdów jest więcej.  

Obecnie 98 proc. pasz wykorzystywanych w żywieniu zwierząt to pasze zmodyfikowane genetycznie, a dzięki temu mamy tańsze produkty żywnościowe – mówi prof. Tomasz Twardowski z Polskiej Akademii Nauk.

Badania nad GMO wykazały brak różnic, pomiędzy materiałami niezmienionymi genetycznie a zmienionymi – dodaje profesor.

Szacuje się, że 20 mln rolników będzie na 200 mln ha uprawiało rośliny GMO w 2015 r.

Ta nieodległa perspektywa nie daje do myślenia naszym politykom. Lata prac nad nowoczesnym prawem nie przyniosło rezultatów.

Najważniejsze jest to, żebyśmy mieli własną myśl innowacyjną, żebyśmy mieli własne prawa do rozwiązań biotechnologicznych – mówi Twardowski. Politycy to nam powinni umożliwiać – dodaje.