Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu posłowie mieli obawy, czy taki tryb wprowadzenia zakazu upraw GMO gwarantuje skuteczność.

- Czy przyjęte rozporządzenia są jednoznaczne z zakazem uprawy roślin GMO, czy też rozporządzenia podlegają procedurze głosowania w Radzie Europy w oparciu o naukowe umotywowania szkodliwości konkretnej rośliny dla zdrowia człowieka i bezpieczeństwa środowiska? – pytał poseł Dariusz Bąk i dodał: - Jeśli prawdą jest, że rozporządzenia wymagają umotywowania naukowego, to dlaczego rząd, sprawując władzę od 5 lat, nie zlecił do tej pory żadnych badań w tym zakresie? Dlaczego w uzasadnieniu zakazu motywuje to danymi z Niemiec, które wcześniej sam skrytykował?

Poseł domagał się też wyjaśnienia, dlaczego zakaz obejmuje tylko dwie uprawy: - Na stronie internetowej Unii Europejskiej, w katalogu wspólnotowym znajduje się kilkadziesiąt odmian roślin genetycznie zmodyfikowanych. Rząd wydał zarządzenia w stosunku do kukurydzy MON 810 i ziemniaka Amflora, na które – nawiasem mówiąc – wygasł okres ważności zezwolenia na obrót. Jak rząd to zinterpretuje i jakie widzi praktyczne możliwości zakazu wysiewu tych kilkudziesięciu odmian, skoro za nielegalny wysiew przewiduje w zależności od okoliczności sankcje w wysokości 200 proc. kwoty należnej za sprzedany lub dostarczony materiał lub też 2270 zł?

Wiceminister rolnictwa Krystyna Gurbiel stwierdziła, że wydane przepisy nie wymagają zatwierdzenia przez żadne instytucje unijne.

- Minister rolnictwa i rozwoju wsi przekazał Komisji Europejskiej informacje o przyjęciu przez Radę Ministrów tych rozporządzeń, łącznie z uzasadnieniem. To kończy procedurę na tym etapie (…). Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa będzie egzekwowała ich wdrożenie na terenie naszego kraju.

Według wiceminister, zakaz upraw obejmuje wszystkie rośliny GMO dopuszczone „w tej chwili do stosowania na terenie Unii Europejskiej”.

- Gdyby w przyszłości na terenie Unii zostały dopuszczone do stosowania kolejne odmiany czy kolejne rośliny zmodyfikowane genetycznie, to wówczas ten sam mechanizm zostanie zastosowany i Polska jest przygotowana do tego, żeby to zrobić – zapowiedziała Gurbiel.

Zdaniem wiceminister, wystarczające są też przyjęte sankcje karne, bo nie chodzi tylko o 200 proc. wartości zastosowanego materiału siewnego. - Natomiast kolejną sankcją – można uznać, że znacznie bardziej dotkliwą – jest nakaz zniszczenia uprawy, jeśli rzeczywiście zostanie stwierdzone zastosowanie materiału siewnego zmodyfikowanego genetycznie. Tak że jest to sankcja, która w opinii rządu jest wystarczająca do tego, żeby, że tak powiem, zniechęcać producentów do łamania rozporządzeń, które zostały wprowadzone.