- Ja bym chciał, żeby wszystkie inspekcje były chwalone przez rolników, żeby były chwalone przez konsumentów, żeby były chwalone przez przetwórców, których kontrolują, a nie, że sami będziemy się chwalili – mówił poseł Ardanowski, nawiązując do wcześniejszych wypowiedzi.  – Niewiele jest spraw, które tak mocno bulwersują ludzi,  również w biurze poselskim, podczas spotkań z rolnikami, jak funkcjonowanie Inspekcji Weterynaryjnej. Rolnicy płaczą na powiatowych lekarzy weterynarii. Znam przykłady, gdzie gospodarstwa zostały doprowadzone do ruiny, zostały zniszczone.

Jeżeli instytucje dotychczasowe funkcjonowałyby poprawnie, nie tylko we własnej opinii, ale również opinii tych, którym mają służyć, to nie ma sensu wprowadzania zmian organizacyjnych, nie ma takich potrzeb. Są inspekcje, są przepisy, brak natomiast efektów ich działania. Fałszowanie żywności pozostaje bez kary – mówił poseł. Podobnie można wytknąć wiele spraw związanych z bezpieczeństwem pestycydów.

Zdaniem posła mamy do czynienia z takim wyjątkowym upolitycznieniem instytucji zarządzających rolnictwem, jakiego dawno nie było  – kolejne konkursy wygrywają osoby z PSL, nominacje uzyskują osoby niekoniecznie kompetentne.

Nie jest tak, że zarzuty do obecnie działających instytucji dotyczą faktycznie ich działania.

- Na przykład zarzut pod adresem weterynarzy, że nie dopilnowali mięsa z Niemiec. A mieliśmy dane z Ministerstwa jednoznaczne: rzeczywiście Polska wybawiła Niemców z kłopotu – dane dokładnie to potwierdzają, wzięliśmy barachło niemieckie do Polski w zeszłym roku – to są oficjalne dane. Ale przecież Inspekcja Weterynaryjna nie jest w stanie dokonać tego, czego od niej oczekiwaliśmy, jeżeli była decyzja polityczna ministra Sawickiego. Za co zresztą Niemcy serdecznie panu ministrowi podziękowali. Więc jeżeli ta inspekcja miałaby być równie upolityczniona, jak te dotychczasowe, to uchowaj Panie Boże. Lepiej nic nie robić.

To jest bowiem głównym problemem działalności inspekcji, a nie potrzeba wprowadzenia zmian strukturalnych.