Zaniepokojenie wynika z projektu budowy linii wysokiego napięcia w odległości kilkudziesięciu metrów od siedzib ludzkich. Według ekspertyz brytyjskich – mówiła poseł Anna Bańkowska – linie takie mają negatywne oddziaływanie na życie ludzi. W całej Unii Europejskiej budowane są nie bliżej niż 400 m. od zabudowań albo całkiem pod ziemią. Dlaczego inne kraje zdają sobie sprawę ze szkodliwości i budują linie, uwzględniając bezpieczną odległość, natomiast w Polsce inwestorzy otrzymują zgodę na budowę, a obywatele muszą się uciekać do protestów? – pytała poseł.

Odpowiedzi udzielił wiceminister środowiska, Główny Konserwator Przyrody Janusz Zaleski.

Uznał, że nie są potrzebne żadne zmiany w polskim prawie, gdyż unormowania są wystarczające i obywatele są należycie chronieni przez przepisy. – Interesy ani zdrowie społeczności zamieszkujących w pobliżu nie są naruszane – mówił Zaleski.

Jeżeli są inwestycje przewidujące budowę linii o napięciu większym niż 220 kV lub długości powyżej 15 km, zawsze sporządzany jest raport oddziaływania na środowisko, który uwzględnia dopuszczone w rozporządzeniu ministra środowiska poziomy pól oddziaływania na ludzi. Zapewnia się wtedy możliwość wypowiedzi mieszkańcom, nie muszą więc odwoływać się do protestów.

Przyjęte w rozporządzeniu poziomy nie odbiegają od unijnych. Żadne przepisy nie obligują też Polski do przyjęcia uregulowań obowiązujących w innych krajach.

Minister ustosunkuje się na piśmie do konkretnego przypadku budowy prowadzonej w okręgu poseł Bańkowskiej.

Podobał się artykuł? Podziel się!