Ostatnio zgłosił się do nas rolnik, który zaręcza, że w dziecinnie prosty sposób zmusił do przeprowadzki całą rodzinę bobrów. Postanowiliśmy sprawdzić jego metodę i porozmawiać na ten temat z fachowcem.

Pan Norbert z Jasienicy koło Tłuszcza (który bobra ma w herbie miasta) od kilkunastu lat starał się by z rzeki, która zalewała jego łąki pozbyć się bobrów. Niestety mimo różnych prób przepędzenia intruzów, problem z roku na rok dosłownie narastał. Nie pomagały żadne sposoby:

- Chciałem tu zachować anonimowość, bo nie wszystkie moje działania były zgodne z prawem - rozpoczyna nasz rozmówca - Bywało, że wrzucałem petardy hukowe, zdarzyło mi się też zniszczyć nie jedno żeremie - mówi z grymasem, z którego łatwo wyczytać, że wstydzi się swojego postępowania.

Bobrowa rodzina nie przejmowała się rolnikiem. Nie pomógł także pies, który w konfrontacji z bobrem został bardzo mocno pokiereszowany.

- Pisałem także do Ministerstwa Środowiska z prośbą o złapanie i przewiezienie bobrów w inne miejsce. Gotowy byłem nawet za to zapłacić, ale odpowiedzi się nie doczekałem - opowiada zdesperowany rolnik. - W końcu gdzieś wyczytałem, że za granicą z bobrami radzą sobie przez udrożnienie tam. Wpadłem na pomysł, że przez każdą tamę przebiję rurę, która będzie odprowadzała wodę - kończy pan Norbert.

Pomysł, jak twierdzi, okazał się strzałem w dziesiątkę. Bobry przeniosły się kilka kilometrów dalej. O zdanie spytaliśmy eksperta - Huberta Miszczuka, który migracją bobrów zajmuje się od 20 lat:

- Przedstawiony pomysł tylko pozornie wydaje się prosty i skuteczny. Problem polega na tym, że bobry wcale nie opuszczą tego miejsca, a rury szybko się zapychają. Samo ich zainstalowanie wcale nie jest proste, bo poza drożnością, trzeba określić odpowiedni spadek i średnicę. Pamiętajmy, że bardzo łatwo jest naruszyć w ten sposób stosunki wodne. Podam tutaj przykład jednego z ekologów, który kilka lat temu zaimportował tę metodę z Kanady. Zainstalował rurę, jak dobrze pamiętam o 600 milimetrowej średnicy i doprowadził do osuszenia cennego torfowiska - wspomina ekspert. Poza tym niszczenie, zmienianie, czy w tym przypadku ingerowanie w tamę jest niezgodne z przepisami: - Pamiętajmy także o stanie prawnym i konsekwencjach takich działań bez uzyskania odpowiedniej zgody. To jest niszczenie tamy bobrowej, do tego niszczenie chronionego siedliska przyrodniczego - rozlewiska bobrowego - kończy Hubert Miszczuk. W jaki wobec tego sposób poradzić sobie z bobrami? - Można się zgłosić do nas. Wykonujemy zabezpieczenia punktowe, polegające na obniżeniu lustra wody na jednej lub na kilku tamach lub zabezpieczeniu pojedynczych drzew czy przepustów. Stosujemy również zabezpieczenia liniowe, polegające na ochronie obszarowej upraw, skarp, nasypów, umocnień i przyczółków mostowych. Bywa, że przesiedlamy bobry, ale w perspektywie roku jest to znikomy procent. Jako jedyna firma w Europie dokonujemy odstrzału redukcyjnego bobrów oraz świadczymy pomoc prawną - zachwala pan Hubert Miszczuk.

Podobał się artykuł? Podziel się!