Spadkobiercy nie mają dziś dobrej prasy – częściej mówi się o nich jako o słupach, umożliwiających tańszy zakup ziemi, niż o osobach pokrzywdzonych w wyniku historii.

W połowie ubiegłego roku pisaliśmy o problemach, jakie miał Marek Kończal z miejscowości Krzyżowniki w Wielkopolsce. Chcąc odzyskać ziemię jako spadkobierca byłego właściciela, zmuszony był wykupić ją od ANR na niekorzystnie oprocentowane raty.

Protestującym wówczas dzierżawcom obiecano sprzedaż ziemi na zasadach sprzedaży ratalnej o obniżonej stopie oprocentowania (2 proc.), o ile zostali wyłonieni do dzierżawy w drodze przetargu. Umożliwia to rozporządzenie ministra rolnictwa. Dlaczego zatem nie mieliby korzystać z tego obniżonego oprocentowania spadkobiercy byłych właścicieli? Pan Marek musi płacić prawie 6 proc. - Rocznie zapłacę o 140 tys. odsetek więcej, czyli przez 15 lat zapłacę za tę ziemię podwójnie – mówił wtedy.

- Podpisaliśmy w lipcu umowę o kupnie tej naszej ojcowizny – mówi Maja Kończal, córka spadkobiercy. – Musieliśmy to zrobić natychmiast, bo ANR naciskała, że nie mogą czekać i muszą zrealizować plan sprzedaży. Ale ciągle się zastanawiam, dlaczego zostaliśmy w ten sposób potraktowani. Przecież odkupiliśmy swoje, a do tego na warunkach gorszych, niż mają dzierżawcy.

Kończalowie zastanawiają się, czy nowy minister widzi ten problem. W końcu teraz tyle mówi się o sprzedaży ziemi. Spadkobiercy są zwykle przy tym odsądzani od czci i wiary. A przecież nie wszyscy z nich to „słupy”. Kto upomni się o tych prawdziwych, którzy odzyskują rodzinną ziemię na warunkach gorszych niż dzierżawcy?

Kończalowie zdołali uporządkować i obsiać pole. Udało się im ogrodzić działkę. - Sąsiedzi dziwią się, że tyle zrobiliśmy w ciągu jednej jesieni, a dzierżawca nie mógł zrobić tego w ciągu 20 lat - mówi Maja Kończal.

Temat wraca, bo rodzina nosi się z zamiarem wykupienia kolejnej działki. Spadku po babci.