Zgodnie z projektem ustawy, autorstwa posłów PSL, 12 lipca - dzień pacyfikacji Michniowa - ustanawia się Dniem Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej. Dzień ten miałby być świętem państwowym. W środę odbyło się pierwsze czytanie projektu.

W preambule projektu ustawy napisano, że dzień ten zostaje ustanowiony m.in. "w hołdzie mieszkańcom polskich wsi za ich patriotyczną postawę w czasie II wojny światowej za pomoc udzielaną uciekinierom, osobom ukrywającym się przed prześladowaniami i wysiedlanym, walkę w oddziałach partyzanckich, za żywienie mieszkańców miast i żołnierzy polskiego państwa podziemnego".

12 lipca stanowi się Dniem Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej z szacunku dla "ogromu ofiar poniesionych przez mieszkańców wsi - rozstrzeliwanych, wyrzucanych z domostw, pozbawianych dobytku, wywożonych do sowieckich łagrów i niemieckich obozów koncentracyjnych oraz na przymusowe roboty".

Przedstawiciel wnioskodawców Jan Łopata, przedstawiając uzasadnienie do ustawy, powiedział, że w okresie II wojny światowej polska wieś odegrała trudną do przecenienia rolę. - Różnymi formami represji dotkniętych zostało 31 miejscowości w przedwojennych powiatach koneckim, kieleckim i opoczyńskim. Niemcy zamordowali łącznie 712 osób cywilnych, w tym dwie kobiety i sześcioro dzieci. Dokonali także podpaleń w dwunastu miejscowościach, niszcząc około 620 zagród chłopskich. Wsie Gałki, Hucisko, Skłoby i Szałas Stary zostały przy tym kompletnie zniszczone - podkreślił Łopata.

Jak mówił, symbolem walki i męczeństwa mieszkańców polskiej wsi jest Michniów w woj. świętokrzyskim, który za pomoc niesioną partyzantom został spalony, a jego mieszkańcy w okrutny sposób wymordowani 12 i 13 lipca 1943 r. - Najmłodsza ofiara pacyfikacji, Stefanek Dąbrowa, miał zaledwie 8 dni - zwrócił uwagę poseł. W związku z tym Dniem Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej "powinien być 12 lipca - dzień pierwszej pacyfikacji Michniowa i apogeum mordów na Kresach Wschodnich" - powiedział poseł PSL.

Zadowolenie z pomysłu ustanowienia takiego dnia wyraziła obecna na komisji wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Magdalena Gawin. Zwróciła jednak uwagę, że Polska ma pewien rodzaj "zrytualizowanej pamięci", który polega na tym, że na uroczystościach upamiętniających wydarzenia historyczne są przemówienie, zwykle władz albo dyrektora szkoły, wieńce, tablica itd., ale osoby z tych miejscowości, łącznie z nauczycielami, nie mają "jakiejś głębszej wiedzy" na dany temat. W jej ocenie istotnym jest, aby przy takich obchodach wspomniane były losy konkretnej rodziny, aby "narodowe obchody nie przekształciły się w takie mechaniczne składanie kwiatów".