- Zastępca głównego lekarza weterynarii stwierdził niedawno w wywiadzie dla Państwowej Agencji Prasowej, że w Polsce występują przypadki dodawania mączek mięsnych do pasz – mówił poseł Marek Domaracki z Ruchu Palikota. -  Stwierdza się, że dotyczy to ok. 2 proc. próbek. Pan Jarosław Naze stwierdził ponadto, że mączka taka sprzedawana jest w szarej strefie i nie wiadomo, jakie jest jej źródło pochodzenia.

Poseł uznał, że jest to narażanie na chorobę szalonych krów.

- W związku z tym mam takie pytanie do pana ministra, to znaczy do głównego lekarza weterynarii. Kto ochroni nas przed następną epidemią, chorobą szalonych krów? Kto odpowie mi na to pytanie? James Bond? Porucznik Borewicz? Czy może pan weźmie się wreszcie do roboty? Do tego minister rolnictwa, co już jest totalnym skandalem, Stanisław Kalemba, nasz nowy minister, wybitny, mówi, że chce przywrócenia stosowania tej mączki. Kiedy to przeczytałem, proszę państwa, panie i panowie posłowie, oniemiałem. Jest to niewątpliwy skandal. Coś z tym naprawdę trzeba zrobić.

Jak wynika z odpowiedzi wiceministra Tadeusza Nalewajka, sprawa żywienia zwierząt jest trudna do rozstrzygnięcia:

- Szanowni państwo, jeśli chodzi o mączki kostne, to powiem tak: Wczoraj mieliśmy pierwsze czytanie prezydenckiego projektu ustawy o zmianie ustawy o nasiennictwie. Od razu przy nasiennictwie pojawia się sprawa GMO i pytanie, co dalej. Do czego zmierzam, szanowni państwo? Jako kraj w ciągu 5 lat zwiększyliśmy produkcję drobiu i mięsa. Musimy sprowadzić ponad milion ton soi genetycznie zmodyfikowanej, żeby zabezpieczyć w Polsce bilans białka. Nie możemy zabezpieczyć się uprawami naszych roślin motylkowatych czy zielonych, bo nie ma takiej fizycznej możliwości. Możemy to zastąpić tylko w części. Jedna z propozycji, którą posłowie, ale też producenci i organizacje rolnicze zgłaszają, dotyczy możliwości zabezpieczenia importu ponad 3 mln ton mączek, soi genetycznie modyfikowanej z możliwością rekompensaty poprzez tzw. krzyżowe skarmianie mączek mięsno-kostnych. Oczywiście wiadomo, o co chodzi. Przewiduje się, że w naszym przypadku byłaby możliwość zastąpienia około 340 tys. ton w skali roku. Robiliśmy już tak, cała Unia to robiła, dopóki na początku tego tysiąclecia nie pojawiła się encefalopatia u bydła i po prostu nie zostały wprowadzone te zakazy.