PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Małe były piękne?

Małe były piękne? Fot. W. Denisiuk

Autor: Marzena Pokora-Kalinowska

Dodano: 07-10-2017 06:31

Tagi:

Umacnianie małych gospodarstw to jedno z tych haseł, które Prawo i Sprawiedliwość wypisało na wyborczych sztandarach.



Nic dziwnego, że okazało się chwytliwe: średnia wielkość powierzchni gruntów rolnych w gospodarstwie w 2016 r. to 10,56 ha. Można przyjąć, że problem gospodarowania na małym areale dotyczy więc przeciętnego rolnika w Polsce. A skoro nie przynosi dochodu areał, to może hodowla albo przetwórstwo? I jedno, i drugie nowy rząd zdawał się popierać.

Cios przyszedł z dwóch stron. Po pierwsze, rząd nadal utrudnia rolnikom sprzedaż żywności wytworzonej z własnych surowców. Po drugie, hodowla świń na połowie obszaru naszego kraju jest poważnie zagrożona, a na pozostałym obszarze trwa pełne niepokoju wyczekiwanie na objęcie tym zagrożeniem.

ASF ZAGROŻENIEM DLA HODOWLI

Hodowla świń to najprostszy sposób poprawienia budżetu w małym gospodarstwie. W ten sposób zawsze "ratowały" swoją pozycję gospodarstwa, które z ziemi wyżyć nie były w stanie. Świnia rośnie stosunkowo szybko, sposób prowadzenia hodowli jest znany z dziada pradziada i - podobnie jak metody zagospodarowania mięsa - przekazywany wnukom. Wszystko sprawdzone, niezawodne, potrzebne i pewne. Słowem: tradycyjnie, w sposób od wieków wypróbowany i potwierdzony hodowaliśmy w Polsce w małych gospodarstwach świnie.

Czas przeszły nie jest tu pomyłką. Ostatni rok przynosi załamanie tej tradycyjnej polskiej hodowli. Powodem jest afrykański pomór świń. Zaatakował zwłaszcza świnie w małych gospodarstwach - "biosekuracyjnie" wybito ich tam ok. 40 tys. Chorych na ASF było pewnie co najwyżej ze 4 tysiące - je też wybito. Dziwnym trafem połowa z nich żyła jednak w dużych gospodarstwach.

Wirus idzie od wschodu i zbliża się do Wisły, można więc mówić, że problem dotyczy już połowy Polski. I nic nie wskazuje na to, aby Wisła była tu jakąkolwiek przeszkodą nie do pokonania. Wirus jest w natarciu, a sposoby używane w celu zatrzymania go okazują się nieskuteczne. W tym roku wykryto już 300 przypadków choroby u dzików. Odnotowano 98 ognisk choroby u świń, z czego aż 75 potwierdzono w tym roku. Sposób walki? "Bioasekuracyjne" wybijanie zdrowych świń wszędzie tam, gdzie wirus pojawił się u dzików. Ponadto podnoszenie wymogów bioasekuracyjnych i wymuszanie w ten sposób rezygnacji z hodowli przez wszystkich tych, którzy nie są w stanie zainwestować w bioasekurację. Taka inwestycja zresztą też nie oznacza przepustki do sukcesu: nawet ci, którzy spełnili wymogi bioasekuracji, muszą liczyć się z trudnościami ze sprzedażą świń i brać pod uwagę długotrwały brak zgody weterynarii na wstawienie kolejnych świń do chlewów.

Na wschodzie kraju furorę robią dwa słowa: odszkodowania i rekompensaty.

I o jednym, i o drugim bez większej przesady można powiedzieć, że jest z nimi podobnie, jak z duchami i miłością - nikt ich nie widział, ale wszyscy o nich mówią. Przypomnijmy więc, co to takiego: odszkodowania przysługują za świnie ubite z nakazu weterynarza, a rekompensaty za zgłoszenie decyzji o zaniechaniu produkcji na najbliższe dwa lata.

I na jedne, i na drugie zabrakło pieniędzy - może będą, bo minister rolnictwa doprowadził w połowie września do kilkukrotnego podwyższenia środków przewidzianych na nie w "Programie bioasekuracji mającym na celu zapobieganie szerzeniu się afrykańskiego pomoru świń". Jak się okazuje, na rekompensaty za nieutrzymywanie świń na obszarach ASF potrzeba drugie tyle (8 mln w tym i następnym roku), a na odszkodowania za ubój nawet trzy razy tyle (po 21 mln), co planowano.

To, jak również koszt badań w kierunku ASF, to największe szkody spowodowane przez ASF - bo sama choroba nie spowodowała wielu strat w chlewniach, gdyż nie zaatakowała ani wielu, ani dużych hodowli.

Ucierpieli mali hodowcy - bo to u nich pojawiały się ogniska choroby, a przede wszystkim - bo to u nich "bioasekuracyjnie" wybijano świnie. I to oni zostali bez możliwości dalszego zarabiania na hodowli.

BIOASEKURACJA ZBYT KOSZTOWNA DLA MAŁEGO

W projekcie rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie w sprawie wprowadzenia "Programu bioasekuracji mającego na celu zapobieganie szerzeniu się afrykańskiego pomoru świń" na lata 2015-2018 podano, że mata do dezynfekcji kosztuje 1500 zł netto.

Koszt wzmocnienia bioasekuracji średnio w gospodarstwie wyliczono dla gospodarstw liczących:

  • 51-200 sztuk na 33 263 zł brutto,
  • 201-500 sztuk na 37 299 zł brutto,
  • powyżej 500 sztuk na 47 714 zł brutto.

Małych rolników nie stać na takie inwestycje - zwłaszcza że poniesienie wydatków wcale nie musi skutecznie powstrzymać choroby. Bo ASF jest już i w dużych gospodarstwach, widać wirus nie przejął się wprowadzoną w nich - podobno szczelną - bioasekuracją.

Rolnicy nie otrzymali żadnego wsparcia na wprowadzanie wyśrubowanych wymogów weterynaryjnych. Dopiero ostatnio zapowiedziano, że od 26 września do 17 października 2017 r. ARiMR będzie zbierać wnioski o refundację połowy wydatków poniesionych na zakup mat dezynfekcyjnych, sprzętu do wykonania zabiegów dezynfekcyjnych, dezynsekcyjnych lub deratyzacyjnych oraz produktów biobójczych, środków dezynsekcyjnych lub deratyzacyjnych, odzieży ochronnej i obuwia ochronnego oraz wydatków poniesionych na zabezpieczenie budynków, w których utrzymywane są świnie przed dostępem zwierząt domowych. Niestety, dotyczy to stref już objętych chorobą, a nie zagrożonych nią. Taka refundacja to dla drobnych rolników z tych terenów raczej gest przeprosin za zbędne wydatki - rolnicy ci w większości zmuszeni już byli zapowiedzieć rezygnację z hodowli, nawet jeśli zainwestowali w bioasekurację.

Bo ponoszenie kosztu wyśrubowanej bioasekuracji dla hodowli mniejszej niż 50 sztuk jest nieracjonalne, co wynika nawet z pominięcia tych gospodarstw w wyżej wymienionych szacunkach kosztów z "Programu bioasekuracji". Dla tych gospodarstw rząd ma inną propozycję: 11 września KE na terenie wszystkich stref pozwala zastosować rekompensatę za zawieszenie hodowli liczącej nie więcej niż 50 świń - to 70 proc. gospodarstw na terenie objętym ASF. W zamian za to ze środków unijnych jest ok. 220 zł na rekompensatę za sztukę, za prosięta będzie niższa kwota. Poinformował o tym podczas obrad sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jacek Bogucki, wiceminister i koordynator rządu ds. ASF. Jak mówił, propozycja dla rolników jest taka, aby 300 zł wyniosła rekompensata za tucznika, a 190 zł za prosięta do 20 kg - to propozycja rekompensat skierowana do konsultacji (chodzi o kwoty za 2 lata, ma być przyjmowana średnioroczna liczba świń). Ma to być wprowadzane w ciągu najbliższego roku, tak, aby hodowla mogła być zakończona naturalnie. 90 proc. ognisk było w gospodarstwach poniżej 50 sztuk, o tyle więc ograniczymy chorobę - przewidywał wiceminister. Nie wykluczamy, że ASF to skutek celowego działania - przyznał.

I choć wciąż nie wiadomo, kto nam to podłożył (jeśli podłożył), to wiadomo, że sprawcy należy szukać wśród tych, którzy na ASF korzystają. Z pewnością nie są to drobni hodowcy. Oni tylko tracą.

Ostatnio miało miejsce wydarzenie bez precedensu: sąsiedzi zgromadzeni na podwórku rolnika w Rudnikach nie pozwolili przeprowadzić zapowiedzianego "bioasekuracyjnego" uboju 70 sztuk zdrowych świń (w tym prośnych macior).

Wchodzimy w nowy etap walki z ASF?

ROLNIK NIE WYHODUJE I NIE PRZETWORZY

Świnie byłyby potrzebne także wtedy, gdyby udało się przeforsować projekt uregulowania, przygotowanego przez Klub Kukiz’15, przewidującego możliwość sprzedaży przez rolników żywności do sklepów.

O tym, żeby traktować sprzedaż przez rolnika żywności wytworzonej przez niego z własnych surowców jako element działalności rolniczej, mówi się od dawna.

PiS przed dojściem do władzy demonstrowało zrozumienie problemu, popierało prawie roczny protest rolników w "Zielonym miasteczku" przed siedzibą rządu, gdzie podnoszono sprzedaż bezpośrednią jako jeden z postulatów. Jednak sprawy nie uregulowano zgodnie z zapowiedzią i znów mamy kolejny półśrodek czy zwyczajny unik - od początku tego roku nowy rząd wprowadził nieznany nigdzie indziej rodzaj handlu: rolniczy handel detaliczny, umożliwiając rolnikom sprzedaż przetworów z własnych surowców po zarejestrowaniu takiej działalności w weterynarii albo inspekcji sanitarnej. Nie wiedzieć czemu jednak rolnik musi sprzedawać tę żywność - sam lub siłami rodziny - bezpośrednio konsumentowi, bez korzystania z pośredników w rodzaju sklepu czy stołówki. Dlaczego tak groźny jest według rządu nie sposób wytwarzania żywności, a sprzedaży? Tego nie wie nikt, zwłaszcza że w całej Europie sprzedaż przez rolnika żywności, także przetworzonej, jest normą.

Rząd zaopiniował projekt Kukiz’15 negatywnie. Podobno wystarczą rolnikom stworzone już możliwości sprzedaży. Czy raczej rządowi wystarczy kłopotu z zapowiedzianym, a niewprowadzonym w końcu po unijnym wecie, podatkiem handlowym? Pewnie tak. Gdyby jednak rząd zdobył się na odwagę, drobni rolnicy mogliby mieć wszystkie dodatkowe zyski, przechwytywane przez pośredników, a konsumenci otrzymaliby zdrową, świeżą żywność.

Kto by stracił? Wiadomo. Jest rzeczą oczywistą, że mali rolnicy są słabsi od takich przeciwników, ale czy słabszy jest też polski rząd?

- Jeżeli chodzi o polskie rolnictwo, prowadzicie bardzo krótkowzroczną politykę, zamiast myśleć strategicznie - zarzuciła przedstawicielom rządu Teresa Garland, członek Terytorialnej Rady Organizacji Pozarządowych, która gościła podczas obrad sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. - Polskie małe gospodarstwa mogą być naszą siłą. Należy je wzmacniać i dotować tak wysoko, żeby były w stanie produkować jak najwięcej, żeby powstawało ich jak najwięcej. Wtedy będziemy mieli szansę na hodowlę i produkcję bardzo dobrej jakości pożywienia.

Sytuacja dziwi też samego prezydenta Andrzeja Dudę, który podczas dożynek prezydenckich w Spale powiedział:

- Dziękuję za ustawę, która umożliwia rolnikom bezpośrednią sprzedaż detaliczną tego, co sami w swoich gospodarstwach wytworzyli. Dobrze, że ta ustawa jest, że ona obowiązuje od 1 stycznia - bardzo wielu rolników w Polsce na nią czekało. Ale proszę, aby Pan Minister i Państwo Posłowie przeanalizowali, czy nie można poszerzyć zakresu tej ustawy po to, by polski rolnik mógł sprzedawać to, co wytworzy w swoim gospodarstwie, na swoich polach - do hoteli, do restauracji, do sklepów. Tak aby również i w te miejsca mogły trafiać towary bezpośrednio z ręki rolnika, przynosząc mu dochód.

Czyżby znów rozłam w ekipie rządzącej? Będzie projekt prezydencki?

DLA KOGO PRZYMUS, DLA KOGO SZANSA?

Wiceminister Ewa Lech przekonywała w sejmowej komisji rolnictwa: - Nie wymuszamy na rolnikach, żeby zamykali swoje gospodarstwa. Chcemy dać im szansę, żeby sami rezygnowali. Płacimy za to. Natomiast nikt niczego nie wymusza. Jeżeli nie dopilnujemy, żeby w gospodarstwach nie szerzyła się choroba, niedługo cała Polska będzie ogarnięta ASF. Niczego nie sprzedamy za granicę ani z dużych, ani z małych gospodarstw.

Tylko kto zagwarantuje, że likwidacja hodowli w małych gospodarstwach zatrzyma ASF? Kto zapewni, że po dwóch latach hodowla będzie mogła wrócić? Obracamy się cały czas w sferze domniemywań, niepotwierdzanych faktami. To nie jest racjonalny sposób działania. Jest za to kosztowny.

Ostatnio weterynarze zaczęli mówić o nowym sposobie walki z ASF: kompartmentalizacja w odniesieniu do ASF miałaby polegać na tworzeniu obszarów mniejszych niż strefa, współpracować w ich ramach miałyby fermy mateczne, tuczarnie, rzeźnie, zakłady mięsne, wytwórnie pasz, prywatni lekarze weterynarii obsługujący fermy, inspekcja weterynaryjna, laboratoria diagnostyczne, transport i zakłady utylizacyjne.

"Za opracowanie zasad i procedur gwarantujących pełne bezpieczeństwo epizootyczne oraz nadzór nad prawidłowością funkcjonowania przyjętych zasad bioasekuracji we wszystkich ogniwach kompartmentu odpowiada Inspekcja Weterynaryjna" - można przeczytać w materiale informacyjnym przygotowanym przez inspekcję. Ciekawa koncepcja, ale kto odpowiada za skuteczność obecnego systemu walki z ASF? Wszystko wskazuje na to, że nikt.

"Wymaganiom kompartmentu mogą sprostać tylko duże dobrze zorganizowane podmioty" - zastrzega IW w tym samym materiale. No i dodaje, że utworzenie kompartmentu wymagałoby "znacznych nakładów finansowych".

Z pewnością nie będą one przeznaczone dla małych gospodarstw.

Nigdzie nie ma informacji o tym, jaki kierunek rozwoju gospodarstw zaproponuje się rolnikom, którzy zaprzestaną hodowli świń i jakich nakładów będzie to wymagać. Zupełnie, jakby wtedy już miało ich nie być...

Artykuł ukazał się w październikowym wydaniu miesięcznika "Farmer"

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (22)

  • maly 2017-10-13 18:30:40
    ten co ma malo lzej mu umierac bo i lzej bylo zyc a ten co ma duzo i chce wiecej predzej wykorkuje a zal mu bedzie niepojety
  • Unknown 2017-10-13 12:09:25
    Umacnianie małych gospodarstw? Po co? Od dawien dawna wiadomo że większe jest bardziej opłacalne. I to właśnie duże trzeba jeszcze bardziej rozwijać. A nie dużego rolnika traktować jak złodzieja a wspierać takiego co nic nie robi
  • Olek 2017-10-08 17:39:11
    PiS oszukał rolników i rolnicy to zapamiętaj. Puste hasła wyborcze. Dla wsi nie zrobili kompletnie nic a to wieś ich wybrała.
  • baran 2017-10-08 14:01:21
    po co barany hodowac jak ich nigdzie nie brakuje
  • pan 2017-10-08 13:56:40
    dziad bez dlugow a pan w dlugach tonie ot co
  • 500+ 2017-10-08 13:29:03
    Dziadu no wiesz jeden sobie lepiej radzi w zyciu na swoim inny urodzil sie na parobka , ludzie sa rózni.
  • miro 2017-10-08 13:07:43
    wieprzów z weterynarii trzeba karnie rolziczyć za zasyfianie Polski ASF-em, no ale w niemczech jest nadprodukcja trzody więc polskie gospodarstwa są likwidowane przez tych bandytow
  • Szlachcic 2017-10-08 12:22:01
    dość szlacht to wróćdo lenina i stalina a nie siedzisz na Polskiej ziemi
  • jabo 2017-10-08 11:50:35
    Kto miał za grosz rozumu dawna zaprzestał urzymywać małe ilośći świń a tępak był uparty to tak skończył
  • dziad 2017-10-08 11:16:19
    Lepiej być parobkiem u szlachcica jak dziadem na swoim
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.196.73.22
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!