Nic dziwnego, że okazało się chwytliwe: średnia wielkość powierzchni gruntów rolnych w gospodarstwie w 2016 r. to 10,56 ha. Można przyjąć, że problem gospodarowania na małym areale dotyczy więc przeciętnego rolnika w Polsce. A skoro nie przynosi dochodu areał, to może hodowla albo przetwórstwo? I jedno, i drugie nowy rząd zdawał się popierać.

Cios przyszedł z dwóch stron. Po pierwsze, rząd nadal utrudnia rolnikom sprzedaż żywności wytworzonej z własnych surowców. Po drugie, hodowla świń na połowie obszaru naszego kraju jest poważnie zagrożona, a na pozostałym obszarze trwa pełne niepokoju wyczekiwanie na objęcie tym zagrożeniem.

ASF ZAGROŻENIEM DLA HODOWLI

Hodowla świń to najprostszy sposób poprawienia budżetu w małym gospodarstwie. W ten sposób zawsze "ratowały" swoją pozycję gospodarstwa, które z ziemi wyżyć nie były w stanie. Świnia rośnie stosunkowo szybko, sposób prowadzenia hodowli jest znany z dziada pradziada i - podobnie jak metody zagospodarowania mięsa - przekazywany wnukom. Wszystko sprawdzone, niezawodne, potrzebne i pewne. Słowem: tradycyjnie, w sposób od wieków wypróbowany i potwierdzony hodowaliśmy w Polsce w małych gospodarstwach świnie.

Czas przeszły nie jest tu pomyłką. Ostatni rok przynosi załamanie tej tradycyjnej polskiej hodowli. Powodem jest afrykański pomór świń. Zaatakował zwłaszcza świnie w małych gospodarstwach - "biosekuracyjnie" wybito ich tam ok. 40 tys. Chorych na ASF było pewnie co najwyżej ze 4 tysiące - je też wybito. Dziwnym trafem połowa z nich żyła jednak w dużych gospodarstwach.

Wirus idzie od wschodu i zbliża się do Wisły, można więc mówić, że problem dotyczy już połowy Polski. I nic nie wskazuje na to, aby Wisła była tu jakąkolwiek przeszkodą nie do pokonania. Wirus jest w natarciu, a sposoby używane w celu zatrzymania go okazują się nieskuteczne. W tym roku wykryto już 300 przypadków choroby u dzików. Odnotowano 98 ognisk choroby u świń, z czego aż 75 potwierdzono w tym roku. Sposób walki? "Bioasekuracyjne" wybijanie zdrowych świń wszędzie tam, gdzie wirus pojawił się u dzików. Ponadto podnoszenie wymogów bioasekuracyjnych i wymuszanie w ten sposób rezygnacji z hodowli przez wszystkich tych, którzy nie są w stanie zainwestować w bioasekurację. Taka inwestycja zresztą też nie oznacza przepustki do sukcesu: nawet ci, którzy spełnili wymogi bioasekuracji, muszą liczyć się z trudnościami ze sprzedażą świń i brać pod uwagę długotrwały brak zgody weterynarii na wstawienie kolejnych świń do chlewów.