Jeszcze w lipcu, po pierwszej turze rozmów przedstawiciele UE i USA podtrzymywali zamiar ich zakończenia do końca 2014 r. Przyznawali jednak, że będzie to zależało od "materii" negocjacji.

- W przyszłym roku w UE odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego i nastąpi zmiana w instytucjach europejskich. Naszym zamiarem było zrobienie wszystkiego co możliwe, by zdążyć (przed nimi - PAP), ale realistycznie te negocjacje nie zakończą się w przyszłym roku, myślimy, że będzie to potencjalnie w 2015 r. - poinformowało w poniedziałek grupę dziennikarzy źródło unijne.

Zaplanowana na początek października druga runda negocjacji między UE a USA została odwołana z powodu paraliżu rządu w Stanach Zjednoczonych. Urzędnicy UE przekonują jednak, że nie będzie to miało wielkiego znaczenia dla planu negocjacji, bo nowe rozmowy odbędą się prawdopodobnie w listopadzie, a później kolejne jeszcze w grudniu.

- Porozumienie może zostać sfinalizowane w ciągu dwóch lat - uważa inne źródło UE. Tak stało się np. przy umowie o strefie wolnego handlu między UE a Koreą Południową, ale w Brukseli panuje przekonanie, że było to szybkie tempo. Przy porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi nie ma ustalonej daty granicznej, do której negocjacje mają się zakończyć.

To nie pierwsze podejście do ustanowienia strefy wolnego handlu między UE a USA. Przed 10 laty Brukseli i Waszyngtonowi nie udało się porozumieć w tej sprawie. Teraz ma być inaczej, bo w Europie jak i Stanach Zjednoczonych panuje przeświadczenie, że trzeba szukać nowych źródeł wzrostu gospodarczego. Po obu stronach Atlantyku podpisywane są podobne porozumienia z innymi krajami, ale na mniejszą skalę.

Komisja Europejska przewiduje, że w sumie umowy o wolnym handlu mogą zwiększyć wzrost gospodarczy w UE o 2 proc. Dzięki tej negocjowanej z USA, gospodarka Unii ma zyskać 119 mld euro rocznie (0,5 proc. PKB). UE rozpoczęła też rozmowy z Japonią, w piątek natomiast zakończyły się czteroletnie pertraktacje z Kanadą.

Inną korzyścią z porozumienia między UE a USA ma być możliwość ustanawiania światowych standardów produkcyjnych. Planowane transatlantyckie partnerstwo handlowe i inwestycyjne (TTIP), jak oficjalnie nazywana jest przyszła umowa, doprowadzi do stworzenia największej strefy wolnego handlu na świecie. Eliminacja różnic w normach na taką skalę ma przyczynić się do tego, że producenci w innych krajach będą stosowali te same standardy.