Od decyzji tej państwo G. złożyli odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Wyjaśniali w nim, że pies został im ukradziony i mimo, że go przez wiele dni szukali, nie udało się im go odnaleźć. Podnieśli także, że naruszono ich prawo własności poprzez zabrania psa z ich prywatnej nieruchomości. Argumentowali, że pies miał bardzo dobre warunki bytowania, zapewnione dobre jedzenie i odpowiednie witaminy, miał swoją budę, długi łańcuch i obrożę, która była zamocowana prawidłowo.

SKO podniosło przede wszystkim, że ustawa o ochronie zwierząt stanowi, że zwierzę nie jest rzeczą, jest to istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, a ludzie powinni mu zapewnić poszanowanie, ochronę i opiekę. Jeśli właściciel lub opiekun znęca się nad zwierzęciem może być mu ono czasowo odebrane na mocy decyzji wójta, burmistrza (prezydenta miasta) i przekazane do schroniska dla zwierząt albo pod opiekę innej osoby lub instytucji. Decyzja taka może być podejmowana z urzędu lub na wniosek Policji, lekarza weterynarii albo inspektora Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce albo upoważnionego przedstawiciela innej organizacji społecznej o podobnym statutowym celu działania. W przypadkach niecierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu, policjant, a także inspektor Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce lub upoważniony przedstawiciel innej organizacji społecznej o podobnym statutowym celu działania może odebrać mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia przez ten organ decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia. W przypadkach takich kosztami transportu, utrzymania i koniecznego leczenia zwierzęcia obciąża się jego dotychczasowego właściciela lub opiekuna.

W niniejszej sprawie decyzja prezydenta miasta została wydana po rozpatrzeniu wniosku Prezesa Zarządu Okręgowego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami - pani Małgorzaty G., która ustaliła, iż pies przebywał w uciążliwych, niehumanitarnych warunkach. Był zabiedzony, uwiązany na skręconym łańcuchu, w za ciasnej obroży, a wokół jego budy znajduje się śmietnik. Zwierzę nie miało ponad 50% sierści, a na skórze było widac krosty i zadrapania. Ustalono także, że na działce gdzie znajdowała się buda psa nikt na stałe nie mieszkał, jedynie od czasu do czasu przychodził mężczyzna, który karmił psa. Fatalny stan zdrowia zwierzęcia potwierdził lekarz weterynarii wystawiając zaświadczenie o słabej kondycji zwierzęcia i jego licznych chorobach (w tym alergicznym pchlim zapaleniu skóry).