- Weszli buldożerami w nasze pola, zasypali rowy i tak budują obwodnicę - mówi Zbigniew Grajoszek, prezes spółki wodnej, grupującej rolników, delegat Pomorskiej Izby Rolniczej.

Rolnicy mający ziemię w pobliżu budowy skarżą się na nowych sąsiadów. Nie tylko zajmują ich pola, ale rozmontowują precyzyjny system nawadniania. Sytuacja taka trwa od ponad dwóch lat i dotyczy rolników z obszaru Olszynka - południowo-wschodniej dzielnicy miasta Gdańska, wchodzącej w zasób Żuław Gdańskich. Od stuleci - dokładnie od 1640 roku - były to uprawne ziemie. Teren 700 ha polderu pocięty jest 70 km rowów melioracyjnych. System nawadniania doskonale zdawał egzamin - to system naczyń połączonych. Odbiera nadmiar wody i oddaje go wtedy, gdy jest ona potrzebna.

Teraz jest inaczej.
- Najpierw nas zalało, potem przez dwa lata nie było wody, bo zasypane zostały rowy nawadniające - mówi Zbigniew Grajoszek. Skarży się, że na protesty rolników nie reagują ani wykonawcy, ani ministerstwa, do których się zwracają.
- To jest granda w biały dzień. Informujemy władze miejscowe, a oni naciągają specustawę. Naraża się nas na zagrożenie powodziowe, sprowadza się zagrożenie ekologiczne.

Zdaniem Zbigniewa Grajoszka nieczystości z budowy trafiają wprost do kanałów nawadniających i zanieczyszczają studnie. Pokłady wody podskórnej zostały przebite palami podtrzymującymi autostradę. Tu nie ma kanalizacji, woda ze studni jest używana do konsumpcji, w gospodarstwach i do mycia warzyw. Zanieczyszczenie wody w studniach to już teraz wielki problem. W przyszłości trzeba się spodziewać, że tak samo będzie się pozbywać zanieczyszczenia z dróg - cała sól będzie wpuszczana w rowy i pośrednio - trafi do studni. - Sól i ropopochodne spływające z autostrady powinny być odprowadzane do oczyszczania, poza system kanałów, inaczej doprowadzą do katastrofy - mówi Grajoszek.

Kolejnym problemem wynikającym z nowego sąsiedztwa jest zajmowanie ziemi na potrzeby budowy.
- Na mojej działce i u 15 sąsiadów od trzech lat są przestawiane linie wysokiego napięcia - a my nie możemy użytkować ziemi. Proszę sobie wyobrazić, jakie to nasze państwo bogate, że stać je na taką budowę. Ani ja, ani koledzy nie jesteśmy jednak tak bogaci, aby na lata wyłączać ziemię z produkcji, bo mamy małe działki, wyłączenie dwóch hektarów to już duży problem.

Rolnicy nie tracą nadziei, że w końcu ktoś zainteresuje się sprawą i interweniuje, zwrócili się do izby rolniczej z prośbą o wsparcie ich działań. Skoro nie reagowały władze miejscowe, liczą na pomoc ministerstw: rolnictwa, środowiska i transportu.

Jeśli sytuacja nie zostanie rozwiązana, działalność rolnicza na tym terenie będzie wkrótce niemożliwa.

Podobał się artykuł? Podziel się!