Taki wyrok zapadł w maju przed Sądem Rejonowym w Białymstoku. Apelacje od tego orzeczenia złożył zarówno oskarżony prezes spółdzielni, który nie przyznaje się do zarzutów, jak i prokuratura, która chciała kary więzienia bez zawieszenia.

We wtorek apelacje obu stron, a także mężczyzny współoskarżonego w tym procesie, zostały przesłane do Sądu Okręgowego w Białymstoku - poinformowało biuro prasowe białostockiego sądu rejonowego.

Prokuratura zarzuciła prezesowi spółdzielni mleczarskiej w Mońkach przyjęcie, od maja 2002 do listopada 2004 roku, nie mniej niż 347 tys. zł łapówek. Według aktu oskarżenia od każdej faktury wystawionej firmie biznesmena, która wygrywała przetargi w spółdzielni, dostawał od niego 10 proc. wartości opłaconych prac budowlanych. Jednorazowo były to kwoty rzędu kilku, kilkunastu tysięcy złotych.

Prezes spółdzielni w Mońkach został zatrzymany w 2007 roku; po postawieniu zarzutów na krótko trafił do aresztu. Przed budynkiem sądu protestowali wówczas pracownicy i rolnicy obawiający się pogorszenia sytuacji spółdzielni. Zarówno w śledztwie jak i przed sądem, nie przyznał się do zarzutów.

Według prokuratury pośrednikiem w przekazywaniu pieniędzy od przedsiębiorcy był współoskarżony inspektor nadzoru inwestorskiego. On również nie przyznał się do zarzutów, ale sąd pierwszej instancji także skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata, a także przepadek ponad 18 tys. zł oraz 10 tys. zł grzywny.

Kluczowym świadkiem w sprawie był sam przedsiębiorca. Choć oskarżeni twierdzili, że jego zeznania to zemsta i pomówienia, sąd uznał je jednak za wiarygodne. Choć prokuratura chciała w tym procesie bezwzględnych kar więzienia, sąd uznał - biorąc pod uwagę m.in. wcześniejszą niekaralność oraz dobre opinie z miejsc zamieszkania - że wystarczą kary więzienia w zawieszeniu, w połączeniu z grzywnami i przepadkiem zagarniętych kwot.