Chce tego bowiem, według raportu KE z końca 2013 r. przygotowanego w odpowiedzi na aferę z koniną, aż 90 proc. konsumentów europejskich.

Większość europosłów zagłosowała na sesji plenarnej w Strasburgu za rezolucją wzywającą Komisję Europejską do zaproponowania takich przepisów, mimo iż nie znalazły się one w planach legislacyjnych KE na ten rok. I choć rezolucja nie jest wiążąca prawnie, wywiera ona presję na Komisję.

- KE nie podjęła jeszcze decyzji, czy przygotuje takie przepisy czy nie - powiedział posłom Jyrki Katainen, wiceprzewodniczący KE. "W zależności od tego, czy chodziłoby o produkty proste, takie jak świeże mięso z przyprawami, czy o wysoko przetworzone, jak pizza, bardzo różne mogą być koszty informowania o kraju pochodzenia" - mówił w poniedziałkowej debacie z europarlamentarzystami.

Podkreślił, że podawany w raporcie KE wzrost kosztów o około 15-20 do nawet 50 proc. dotyczy kosztów operacyjnych, a nie ceny końcowej produktu. Badania organizacji konsumenckich dowodzą, że koszty produkcji nie wzrosną znacząco.

- Badanie konsumenckie z Francji pokazały, że koszty takich etykiet w przypadku mięsa w mrożonej lazanii to zaledwie 1,5 eurocenta, a dla sosu bolońskiego mniej niż cent. Myślę, że to raczej niedrogo - powiedziała Glenis Willmott, socjalistyczna eurodeputowana z Wielkiej Brytanii.

- Obowiązek podawania takich informacji byłby dobry dla przemysłu mięsnego, gdyż pomógłby przywrócić zaufanie dla łańcuchów dostawców, nadszarpniętego w rezultacie skandalu z koniną. Najważniejsze, że ponad 90 proc. konsumentów chce wiedzieć, skąd pochodzi mięso, które kupują - dodała.

Irlandka Lynn Boylan ze skrajnie lewicowej frakcji w PE zwróciła uwagę, że przy pracach w jej kraju nad etykietowaniem mięsa nieprzetworzonego były wysuwane podobne argumenty o podwyżce cen żywności.

- W Irlandii mamy dobrowolny system etykietowania dotyczący mięsa przetworzonego i gotowych dań, który okazał się dużym sukcesem. Uczestniczy w nim 40 tys. producentów i 120 firm przetwarzających żywność. To doskonały przykład korzyści, jakie może to przynieść biznesowi - powiedziała.

Szacuje się, że od 30 do 50 proc. unijnego mięsa po uboju jest przetwarzane i wykorzystywane jako składnik wyrobów spożywczych, najczęściej mięsa mielonego, przetworów i produktów mięsnych - podają materiały PE.