Wycena ma zostać podana przez doradcę prywatyzacyjnego spółki, którym jest konsorcjum na czele BZ WBK, do końca października. Do tego czasu resort nie chce na ten temat się wypowiadać i podkreśla, że podana cena nie będzie podlegała negocjacjom.


Nie rozumieją tego, jak i całej koncepcji trzeciego już podejścia prywatyzacji spółki, przedstawiciele rolników. Ich zdaniem to właśnie cena jest bazą wyjściową dla dalszego przebiegu rozmów.

- KZPBC uważa, że może rozmawiać o konkretnych rozwiązaniach, ale po przedstawieniu najpierw ceny 1 akcji i jej weryfikacji. Wtedy zwróci się do plantatorów z konkretnymi propozycjami, a nie z wirtualnymi, które resort skarbu przedstawia - mówi Kazimierz Kobza, dyrektor Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego.

W pierwszej próbie prywatyzacji cena akcji kosztowała 1,6 zł, w drugiej już aż 2,47 zł, a w trzeciej? Zdaniem Kobzy wartość spółki wynosi obecnie nie więcej niż 800 mln zł. Dlatego cena akcji sprzedawanych przez Skarb Państwa, a jest ich blisko 790 mln - powinna wynosić nie więcej niż 80 groszy.

Nie tylko brak ceny niepokoi plantatorów. Mają oni zastrzeżenia też co do obostrzeń MSP w sprawie wyeliminowania problemów zakupu akcji przez tzw. podstawiane osoby - słupy, co do tego były podejrzenia podczas drugiej próby prywatyzacji spółki. Uprawnieni będą mogli bowiem w nowej koncepcji zapisać się na nie więcej niż 1 proc. akcji, kiedy w poprzednim podejściu do prywatyzacji to ograniczenie wyniosło 5 proc.

- Propozycja sprzedaży 1 proc. wskazuje, że nierozliczone słupy z pierwszej prywatyzacji wracają do gry - podkreśla Kobza.

Ministerstwo Skarbu poinformowało też, że nie ma możliwości, aby o dywidendzie do czasu zakończenia prywatyzacji decydował ktoś inny niż zarząd KSC. Zdaniem Związku oznacza to, że kolejne pieniądze mogą „wypłynąć" z tej spółki, a nie zostać przeznaczone na jej modernizację.

- Wygląda na to, że MSP chce zakończyć prywatyzację KSC, najpierw zabierając jej pieniądze, a później sprzedać, zbyć żeby nie mieć kłopotu, ale nie koniecznie plantatorom - dodaje Kazimierz Kobza.

Podobał się artykuł? Podziel się!