Jak doszło do zajęcia ciągnika pod Mławą? Co sprawiło, że w tej sprawie podjęto działania i nagłośniono ją, choć nie jest to wcale przypadek odosobniony?

Do historii rolnika spod Mławy, któremu komornik odebrał ciągnik za długi sąsiada, wrócono podczas ostatniego posiedzenia Senatu.

- Jak to w ogóle było możliwe, że wspomniany ciągnik został zabrany niewłaściwej osobie? Z jednej strony mamy niską skuteczność, a z drugiej strony mamy do czynienia z ograbianiem uczciwych obywateli. Jak to w ogóle było możliwe, w sensie formalnoprawnym, żeby nastąpiło wspomniane zajęcie? – dopytywał poseł Jan Maria Jackowski.

Odpowiadając, wiceminister sprawiedliwości Monika Zbrojewska tak wyjaśniła sposób działalności kancelarii, w której doszło do nadużyć:

- Jeżeli chodzi o wspomniany przykład kancelarii w Łodzi, pana rolnika, któremu zabrano traktor itd., to układ jest tego rodzaju, że w tej konkretnej sytuacji był jeden komornik, który zatrudniał pięciu asesorów, plus oczywiście obsługa techniczno-administracyjna. I spływały do niego sprawy. On te sprawy, jeżeli tak można powiedzieć, brał hurtowo, i z powodu wydajności, jaką mogło zapewnić pięciu asesorów plus on, nie był w stanie ich weryfikować. Tak więc skuteczność wspomnianej kancelarii w omawianym tu zakresie była mimo wszystko słaba. To, że doszło do uchybień związanych z funkcjonowaniem kancelarii, to, najogólniej rzecz biorąc, kwestia braku nadzoru. Tak więc to jest w dużej mierze rozwiązanie kazusu pana rolnika z Mławy.

Jak wynika z dalszej wypowiedzi wiceminister, podobnych przypadków mogło być więcej, ale pokrzywdzeni nie skarżyli się na czynności komornika.

- Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Tutaj padło pytanie akurat związane z działalnością rolnika. Ja odpowiem w ten sposób… Dlaczego wcześniej takie sprawy się nie pojawiały? Otóż układ jest tego rodzaju, że jeżeli dłużnik nie skarży się na czynności komornika, ta informacja nie wpłynie do prezesa sądu. Zatem sąd o tym nie wie, prezes również o tym nie wie i tym samym minister sprawiedliwości też nie będzie wiedział o pewnych patologicznych rozwiązaniach… może nie tyle rozwiązaniach, ile złych, niedobrych postępowaniach, czynnościach oscylujących na granicy… jeżeli nieprzekraczających granicy postępowania dyscyplinarnego w tym zakresie. Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Dopiero w momencie, kiedy ta osoba faktycznie podjęła radykalne działania – łącznie oczywiście z przekazaniem tego do wiadomości szerokiej publiczności za pomocą środków masowego przekazu – ta patologia wyszła na jaw. Ale tutaj jest też kwestia taka: czy w ogóle takie działania w tym zakresie są podejmowane przez same zainteresowane osoby?