Główne założenia projektu, który w pierwszej dekadzie listopada złożyła w Sejmie grupa posłów PiS (w tym prezes Jarosław Kaczyński), to zakaz hodowli zwierząt na futra i wykorzystywania zwierząt w cyrkach oraz wprowadzenie obowiązku znakowania psów i utworzenie ich centralnego rejestru. 7 listopada projekt został skierowany do zaopiniowania m.in. przez Biuro Legislacyjne Sejmu. Z proponowanych zmian zadowoleni są obrońcy zwierząt. Projekt budzi duże kontrowersje wśród hodowców.

Przewodniczący parlamentarnego zespołu przyjaciół zwierząt Paweł Suski (PO) w rozmowie wyraził nadzieję, że zostanie przyjęty przez Sejm. - Projekt jest niezwykle potrzebny, bo poprawia wszystkie błędy popełnione w poprzednich latach i daje nam większą szansę na uniknięcie tych wszystkich naprawdę niegodziwych działań ludzi o złej woli, którzy znęcają się nad zwierzętami - powiedział Suski.

Szczególnie pozytywnie ocenił propozycję wprowadzenia obowiązku znakowania psów i utworzenia centralnego rejestru ich ewidencji. Podkreślił, że "w tej chwili nie ma lepszych pomysłów na uszczelnienie wypływu dużych pieniędzy z samorządów na psy i koty bezdomne". - Z własnego doświadczenia, zbierając dane, mogę powiedzieć, że samorządy wydają średnio rocznie ok. 200 mln zł na opiekę nad zwierzętami bezdomnymi. Z tego niemal połowa jest wydawana bez uzasadnienia, niewłaściwie czy też bez kontroli - zaznaczył przewodniczący.

Przyznał, że najbardziej kontrowersyjnym punktem projektu jest wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futra. Jego zdaniem, "ta branża sama sobie jednak na to trochę zasłużyła". Zaznaczył, że dane dotyczące poziomu produkcji, liczby pracowników, wielkości przychodów do budżetu przedstawiane przez producentów są "kompletnie niewiarygodne".

- Problem tkwi w tym, że to są bardzo majętni ludzie, którzy chcą zachować produkcję. Oni mówią otwarcie, że to jest najbardziej opłacalna działalność w Polsce; że złotówka daje pięć złotych zysku (...). To mnie irytuje, że próbuje się nam łamać kręgosłupy, nam - tym, którzy walczą o dobrostan zwierząt, po to żeby zachować wysokie wpływy - tak naprawdę relatywnie niewielu - ludzi do ich portfeli - ocenił.