Ponieważ nikt do nich nie wyszedł, po godz. 16 ekolodzy przekazali petycję do premiera poprzez biuro podawcze KPRM. - Petycja w sprawie zakazu upraw kukurydzy modyfikowanej genetycznie w Polsce, podpisana przez prawie 40 tys. ludzi, została przekazana premierowi przez biuro podawcze - poinformował rzecznik Greenpeace.

Dodał, że minister środowiska zgodził się na spotkanie z ekologami, ma ono się odbyć po Wielkanocy - w środę 11 kwietnia o godz. 11 w resorcie środowiska. Ministerstwo dotąd nie odniosło się do tych informacji.

Projekt rozporządzenia zakazującego upraw kukurydzy MON 810 już kilka tygodni temu przygotował minister rolnictwa, ale w ocenie ekologów opiera je na podstawach prawnych, które mogą zostać odrzucone przez Komisję Europejską. Ekolodzy sądzą, że wystarczy - tak jak to zrobiły inne kraje europejskie - skorzystać z tzw. klauzuli bezpieczeństwa w dyrektywie dotyczącej upraw GMO i zabronić uprawy kukurydzy MON 810. Zakaz wprowadziły: Niemcy, Francja, Węgry, Luksemburg, Grecja i Austria, a w Bułgarii trwają prace nad podobnym rozwiązaniem - podał rzecznik Greenpeace. Rządy te uznały, że genetycznie modyfikowana kukurydza może zagrozić różnorodności biologicznej.

W ocenie ekologów w Polsce areał upraw GMO w naszym kraju rośnie i nikt go nie kontroluje. Rolnicy korzystają z polskiego bałaganu prawnego, w którym istnieje zakaz handlu ziarnami GMO z przeznaczeniem na wysiew, lecz sam wysiew nie jest zabroniony. Obchodzą oni zakaz obrotu ziarnem, kupując je za granicą - np. w Czechach, i wysiewają na swoich polach. Ekolodzy szacują, że w Polsce jest już ok. 3 tys. ha pól obsianych kukurydzą MON 810. Według Greenpeace oznacza to realne zagrożenie skażeniem naturalnych upraw, a to z kolei może zagrozić eksportowi polskiej żywności.

Podobał się artykuł? Podziel się!