Wprawdzie wyrok to wynik sądowych postępowań prowadzonych przez Tadeusza Kasztelana, ale cieszy się z niego cała branża.

- Sprawa jest precedensowa – mówi rzecznik prasowy Sądeckiego Bartnika. – W Niemczech i Francji poszło szybko. Wypłacono odszkodowania dla pszczelarzy za utracone rodziny pszczele.

Pierwsze zatrucia pszczół we Francji były w 1997 roku. W 1999 r. po ponownych zatruciach zaprawa neonikotynoidowa została zabroniona we Francji do zaprawiania nasion w uprawach kukurydzy i słonecznika. We Włoszech w 2002 r. stwierdzono zatrucia w czasie siewu kukurydzy zaprawionej środkiem Neonic. Straty w latach 2002-2003 w Niemczech związano z tymi informacjami. Niemiecki Związek Pszczelarzy Zawodowych (DBIB) zaczął analizować problem, straty rodzin pszczelich doprowadziły w 2004 roku do powstania DeBeMo (grupy monitorującej niemieckie pszczelarstwo). Polscy pszczelarze korzystają z doświadczeń niemieckich kolegów, organizując ostatnio marsze w obronie pszczół. Trafił do nich list Christopha Kocha „CCD i jego przyczyny z punktu widzenia DBIB”, opisujący szkodliwe mechanizmy powstawania chorób pszczół.

Ale polscy pszczelarze mają też specyficzne problemy.  

- Walczyliśmy o dopłaty z tytułu utrzymywania zapylaczy – mówi Zbigniew Pęcak, prezes Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych w okresie rozpoczęcia procesów nakazujących ujawnienie informacji. – To jest walka z wiatrakami. Minister w ogóle nie dostrzega tych problemów. Uważa za rolników tylko tych wielkoobszarowych, a 70 proc. gospodarstw jest małych. Minister nie widzi chemii, problemów padnięć, nieskutecznych leków, braków wśród rodzin pszczelich – a jest ich o połowę za mało. Programy wsparcia są chybione, pszczelarz nie korzysta w pełnym wymiarze z dopłat. Minister ma widać poważniejsze problemy, które mam nadzieję doprowadzą do wyborów na jesieni. Nie chcemy korzystać z niczyjej łaski, chcielibyśmy godziwych cen za produkty, tak jak i wszyscy rolnicy. Pieniądze dla pszczelarzy w 2007 roku były większe, teraz mówi się o kryzysie, a my tracimy rynek.

Tadeusz Kasztelan czeka na wykonanie wyroku. Ministerstwo Rolnictwa potraktowało badania toksyczności jako „dokumentację prywatną”. Teraz sąd stwierdził, że są to informacje publiczne.

- Wątpię jednak, czy takie dokumenty są. Badania nad szkodliwością środków chemicznych używanych do oprysków robią pszczelarze - jak giną rodziny pszczele, to znaczy, że środki były szkodliwe. Dokumenty dopuszczeniowe nie istnieją. Z jednego z wycieków WikiLeaks wynika, że dopuszczono wyjątkowo środki Bayera, bo dostarczone dokumenty były niepełne. EPA wydało memorandum na ich stosowanie. W Europie środki są dopuszczone – pytanie wobec tego, na jakiej podstawie. Jeśli byłyby badania, to ich wyniki byłyby udostępnione również w USA.

Jest bardzo prawdopodobne, że Ministerstwo Rolnictwa liczy na to, że problem rozwiąże się po decyzjach na szczeblu unijnym.

Podobał się artykuł? Podziel się!