Wiejski krajobraz to nie tylko pola uprawne, lecz także zadrzewienia śródpolne, na które też "pilarze" mają zakusy. Na szczęście, są jeszcze rolnicy, dla których pole uprawne to nie tylko "grunt", a element środowiska naturalnego, w którym wszelkiego rodzaju otaczająca roślinność pełni wiele pozytywnych funkcji.

Skala, z jaką Polacy przystąpili do wycinki drzew, przerosła założenia ustawy regulującej ten proces na prywatnych posesjach. Niestety, zamysł ustawodawcy był zbyt odmienny od stanu rzeczywistego. Nie przewidziano, że będą usuwane całe aleje czy kilkusetletnie drzewa. Mimo coraz większej świadomości rolników co do dbałości o przyrodę i podejmowania działań proekologicznych w społeczeństwie wiejskim funkcjonuje ogólna niechęć do wszelkiego rodzaju zadrzewień śródpolnych będących w ich opinii źródłem problemów. Wynika to z tego, że zalety tego typu miejsc z reguły są niewidoczne, odmiennie niż wady, np. spadające gałęzie na pola uprawne czy zalegające na nich liście.

Tymczasem zadrzewienia to nie tylko problemy. Charakterystyczną zaletą jest chociażby funkcja drzew w hamowaniu wiatru. W regionach, gdzie zdecydowano się na planowane zadrzewienia lub w okolicach lasów, silne wiatry są ograniczane w bardzo dużym stopniu, a tym samym ich niszczycielska siła, zarówno w kontekście pól uprawnych (szczególnie gleb lekkich), jak i domostw i zabudowań gospodarczych. Na szczęście, liczne akcje podnoszące świadomość rolników co do pożytecznych owadów, np. przez rozdawanie rolnikom mieszanek roślin miododajnych czy też "domki" z murarką ogrodową, przyczyniają się do poprawy świadomości i wzrostu nasadzeń na terenach wiejskich gatunków, które będą pełnić funkcję miejsc bytowania zapylaczy. Niestety, zdarzają się jeszcze rolnicy, którzy w ogóle nie zważają na te owady, a widok opryskiwacza w kwitnącym rzepaku jest ciągle spotykany.

Nawet wśród młodych adeptów rolnictwa kształcących się na kierunkach rolniczych wciąż obserwuje się niechęć (poza nielicznymi wyjątkami) do nowych nasadzeń. Rolnicy wyższy plon najczęściej chcą osiągnąć, zwiększając chemizację, a zapominają o dbałości o glebę i ograniczaniu erozji. Jest to pewnego rodzaju paradoks, w czasach, kiedy ciągle się powtarza, że polskie rolnictwo jest (pro)ekologiczne.