Wczoraj, na czwartej z kolei rozprawie, sąd przesłuchał ostatnich świadków - zawodników imprezy balonowej. Strony wygłosiły także mowy końcowe. Oskarżyciel publiczny - przedstawiciel policji - zażądał dla pilota balonu kary grzywny w wysokości 500 zł natomiast dla członkini załogi kary grzywny w wysokości 250 zł.

Obwinieni poprosili sąd o uniewinnienie. Sąd z uwagi "na zawiłość sprawy" odroczył wydanie wyroku do 19 marca.

Obwinionymi są pilot balona i członkini załogi, pracująca na co dzień jako synoptyk lotniczy. Oskarżycielem jest komisariat policji w Olsztynku, który skierował sprawę do wydziału grodzkiego olsztyńskiego sądu rejonowego.

Sprawa dotyczy incydentu, jaki wydarzył się 26 lipca 2012 r. podczas rozgrywanych w Olsztynie i okolicach Mazurskich Międzynarodowych Zawodów Balonowych. Jeden z balonów uczestniczących w konkurencji wieczornej wylądował na prywatnym pastwisku w podolsztyńskim Sząbruku. Załoga chciała zapakować balon i kosz i wywieźć go z łąki samochodem, ale na wjazd auta na ogrodzone pastwisko nie pozwoliła właścicielka gospodarstwa. Zgodziła się jedynie na to, by załoga wyniosła ręcznie balon i kosz ważące ok. 400 kg. Oceniła przy tym, że powłoka balonu zniszczyła trawę na pastwisku, a konie z jej stadniny spłoszyły się, widząc lądujący balon i uszkodziły ogrodzenie.

Wczoraj przed sądem jeden ze świadków - uczestnik zawodów balonowych powiedział, że ani załoga balonu ani ekipa techniczna, która przyjechała po sprzęt nie dążyli do konfrontacji, wręcz przeciwnie chcieli polubownego rozwiązania sprawy i proponowali finansowe zadośćuczynienie. Jednak właścicielka terenu - jak dodał świadek - nie była zainteresowana odszkodowaniem.

Inny świadek także uczestnik imprezy balonowej w Olsztynie powiedział, że powłoka balonu nie mogła zniszczyć trawy, ponieważ materiał z którego jest wykonana jest bardzo cienki. Oglądając zdjęcia i film nagrany podczas lądowania balonu przez obwinionych w Sząbruku powiedział, że miejsce do lądowania zostało przez pilota prawidłowo wybrane. Nie podjął on bowiem ryzyka lotu nad jeziorem i lądował blisko drogi, którą mogły dojechać ekipy techniczne.