W kwietniu tego roku Sąd Rejonowy w Łęczycy (Łódzkie) wymierzył mu karę 10 miesięcy więzienia i zdecydował też, że ma zapłacić 40 tys. zł grzywny i 2,5 tys. zł nawiązki na rzecz Pogotowia dla zwierząt w Trzciance.

Zakazał również biznesmenowi działalności związanej z hodowlą zwierząt na 5 lat i częściowo obciążył go kosztami procesu.

Apelację od wyroku złożyli: obrońca K. i sam oskarżony, którzy zaskarżyli wyrok w całości. Obrona wniosła o uniewinnienie swojego klienta, ewentualnie o wymierzenie mu łagodniejszej kary w zawieszeniu lub przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

W piątek obrona podtrzymała swój wniosek oraz - w imieniu K., którego nie było na rozprawie - wniosek oskarżonego. Prokuratura i oskarżyciel posiłkowy w tej sprawie, którym był przedstawiciel Pogotowia dla zwierząt, wnieśli o oddalenie przez sąd II instancji wniosków obrony i K. Wyrok w tej sprawie ma zapaść w środę, 12 października.

Według prokuratury znęcanie dotyczyło stada liczącego 54 konie; w przypadku 10 zwierząt zagrażało ich życiu. Zarzuty dotyczą lat 2000-2006 oraz okresu od czerwca do sierpnia 2009 r., kiedy to Pogotowie dla Zwierząt wywiozło ze stadniny w sumie ponad 50 koni.

Według przedstawicieli straży zwierzęta były tam trzymane w skandalicznych warunkach; od wielu miesięcy żyły w odchodach, bez ściółki i czystej wody do picia. Konie były zarobaczone, miały wszy i grzybicę. 10 zwierząt w najcięższym stanie zostało odebranych właścicielowi w trybie administracyjnym. Pozostałe, które zostały zabezpieczone jako dowód w sprawie, także poddano leczeniu i opiece.

W piątek przedstawiciel Pogotowia dla zwierząt mówił, że wiele z tych koni boi się jeszcze ludzi. Opieka nad nimi jest utrudniona, bo zwierzęta są nieufne wobec człowieka.

Przed sądem I instancji Krzysztof K. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Utrzymywał, że nigdy nie był i nie jest właścicielem koni. Jego zdaniem zwierzęta ze stadniny w Prądzewie należały do spółki Komercyjne Nieruchomości. Opiekę nad końmi miała sprawować inna spółka - Byszew, w której oskarżony był prezesem. Oskarżony mówił, że nie zajmował się jednak końmi, gdyż to nie należało do jego obowiązków.

Łęczycki sąd uznał, że do znęcania doszło w okresie od czerwca do sierpnia 2009 r., a nie - jak twierdziła prokuratura - także przez kilka lat wcześniej. Zdaniem sądu na wcześniejsze znęcanie brak jest dostatecznych dowodów.

Uzasadniając wyrok sąd podkreślił, że z zeznań świadków - pracowników stadniny czy osób współpracujących z Krzysztofem K. - wynika jednoznacznie, że "oskarżony władał końmi jak właściciel" i był odpowiedzialny za zwierzęta.

Krzysztof K. to znany łódzki biznesmen i b. radny sejmiku województwa. Gdy sprawa wyszła na jaw, w rozmowach z mediami bagatelizował ją i zapewniał, że koniom nie dzieje się krzywda.

Podobał się artykuł? Podziel się!